Ostatnio wykopałem mnóstwo muzyki z przeszłości – do słuchania (zajebiście jest czasem wrócić do Mano Negry lub Fisza), ale i tej zagranej. Przez niecałe siedem lat uzbierały się sto dwadzieścia trzy utwory (łącznie z tymi, które aktualnie kończą Chris June i Związki Maillarda), w które byłem zamieszany jako współtwórca. Niecałe pięćset megabajtów tworzących ponad siedem godzin muzyki, najczęściej na niskim poziomie artystycznym, choć w niektórych utworach czuć szczerość, której później często brakowało. Tak jakby muzycy wkładali w każdy dźwięk wszystko, włącznie z własnymi kuśkami. Gdzie się podziały czasy, kiedy byłem taki bezkrytyczny wobec samego siebie, mogąc pokazywać ludziom taki chłam? Jeżeli wynikało to z niewiedzy, to dzisiaj chcę być tak samo głupi jak wtedy.
Trafiłem również na nigdy niepublikowaną piosenkę z odległej przeszłości TMK, której tekst leciał tak:
‘pamiętam była jesień
kilka ciepłych dni po lecie
przypominam se wakacje
w morzu ryba i kolacje
życie, życie jest jak rzeka
ktoś na drugim brzegu czeka
wszystko płynie, czas ucieka
i nie patrzy na człowieka
tak daleko płyną chmury
wyżej, wyżej, chcę do góry’
Tekst cholernie uroczy i ciepły w swej prostocie, Grzesiek się postarał, choć jemu teksty raczej się udawały (mój ogromny sentyment do piosenki ‘Co Za Nuda’). A teraz przede mną leży zeszyt i długopis, czekają aż przezwyciężę problem polegający na niemożności określenia tematu dywagacji. Pewnie po raz kolejny będę opowiadał o tym, że generalnie wszystko idzie do przodu, nabiera kolorów, ale innych niż moja własna aura w odcieniach szarości, która trzyma mnie dwa kroki, właściwie nie wiadomo czy za, czy przed. Sam Mickiewicz już kiedyś pytał: ‘czy to jest przyjaźń, czy to jest wyjebanie?’
Grzebiąc w starociach trafiłem również na jedną z tych multimedialnych rzeczy, jaką przejąłem po bracie. Wyjątkowo nie chodzi tu ani o Depeche Mode, ani o Kult, ani nawet o Bad Religion. Taki tam fragment z tej rzeczy, którą kiedyś brat mi nagrał na płytę:
To jest coś. Pojeździłbym sobie.
Teraz mogę się odmeldować. Ferie mi się kończą, a ja dalej jestem w ciemnej dupie z książkami, tekstami, muzyką i “opowiadaniem”, z którego powstały dopiero dwa “rozdziały”.


