h1

#56. kobiety kochają supermarkety, mężczyźni kochają kobiety, i jest od tego wojna.

08/07/2009

Podobno mężczyźni są straszni, wszyscy jak jeden mąż (nomen omen?) są beznadziejni. Podobno czasem mają problem z myśleniem – za dużo myślenia główką, a za mało głową. Oczywiście w scenariuszu jest taka opcja, naniesiona ołówkiem, napisana drobnym maczkiem – od małego z wypiekami na twarzy oglądamy zabrudzone świerszczyki znalezione na budowie, a porzucone wcześniej przez robotników, w gimnazjum cytujemy sobie nieliczne dialogi padające w różowych filmach o hydraulikach, potem idziemy dalej i chyba właśnie wtedy, po klasowym obiegu pornosów, po próbach obłapiania koleżanek przy “wolnych” na szkolnych dyskotekach (ale to była opcja tylko dla orłów), dzielimy się na mniejsze oraz większe grupy. Podział następuje na podstawie podejścia do płci przeciwnej, wyrobionego nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie. Wtedy zdarza się typ romantyka (przegrany raczej, nie polecam), typ macho, typ “porucham-i-spadam” i pewnie jakieś inne, które aktualnie mi do głowy nie przychodzą. Tak sobie myślę, przyznaję, że beztroski hedonizm mnie obrzydza, że puste uciechy to nie jest mój ekosystem – ja tylko obserwuję i mogę od czasu do czasu pod nosem skomentować czymś w stylu “o ja pierdolę”. Tak czy siak z biegiem lat w pewnych kwestiach na linii kobiety-mężczyźni nasila się pandemia niezrozumienia, bo bez niej tak naprawdę nie ma nic, a jest dużo nie zawsze dobrych odczuć.

No, to teraz trochę lżej, może nawet wakacyjnie.

To, co ja tam niżej napisałem, w notce poprzedniej to taki efekt pozostawiania dziecka samego w domu, bez nadzoru osób odpowiedzialnych. Lubię sobie pojojczeć w samotności, ale chyba nie na długo.

A w ramach nudy wakacyjnej założyłem sobie konto na Twitterze. Perspektywa pisania mikrowpisów o ograniczonej długości (do stu czterdziestu znaków!) wydaje mi się głupia, ale jak widać dałem się złapać w TwitMacki. Zresztą nie tylko ja – skoro nawet Barack Obama ma konto na Twitterze… Jakby kogoś interesowało to link wśród innych odsyłaczy gdzieś z boku sprytnie umieściłem.

h1

#55. and it’s a cruel melody that you sing when I’m away.

05/07/2009

Nie mogłem zasnąć do piątej rano. Nie śniło mi się nic, ale przewracałem się z boku na bok. W odwiedzinach przychodziły do mnie różne myśli dotyczące rozmaitych sytuacji. To, co mnie ostatnio spotkało, spotyka, spotka i spotkać może niebawem. Wszystko się pomieszało, latało nade mną, aż w końcu po dwóch godzinach walki zasnąłem.
Obudziłem się siedem godzin później. Pognieciony, jeszcze słabszy, tak mały i nieważny. Zdeptany, z leksza osamotniony, ___________ (tu, Drogi Czytelniku, dopisz jakieś fajne, interesujące Cię uczucie). Pomimo tego, że to już południe, potwory nie schowały się pod łóżko.

“Nikotyna świetnie wypełnia luki, imaginacja inaczej pracuje, a jak tego nie ma, świat rzeczywisty czasem robi przygnębiające wrażenie.”

Jeżeli kiedyś dorosnę, jeżeli kiedykolwiek przestanę być chłopcem to zbuduję maszynę do wyczuwania uczuć i nastrojów. Żeby uniknąć bycia nie zauważonym, bym nie musiał wysyłać znaków, że coś nie bangla. Nie chcę być wymagający. Ta maszyna będzie miała również funkcję zamiany miejsc w hierarchii, kiedy tylko klasnę w dłonie staną się cuda niewidy, wypadek pozornie losowy. Nie chcę być drugi, trzeci, ósmy, gdzieś daleko poza pierwszą setką, nie chcę nawet mieć takiego odczucia.

‘take me away, I might as well be yours’

Tak sobie myślę, że ostatni kwartał zleciał naprawdę szybko.

Black Light Burns – ‘Cruel Melody’

h1

#54. I don’t wanna be a superhero, never really cared about society.

02/07/2009

- Macie może papierosa?
- Mamy…
- Ty jesteś Mikołaj, prawda?
- Yyyy… No tak.

Czytaj resztę wpisu »