‘Jestem zła, bo Ci się podobam. Nie chcę matury, nie chcę zimy i nie chcę Ci się podobać.’
Ale wiem też, gdzie sprzedają perfekcyjne Krówki!

‘Jestem zła, bo Ci się podobam. Nie chcę matury, nie chcę zimy i nie chcę Ci się podobać.’
Ale wiem też, gdzie sprzedają perfekcyjne Krówki!

Szczerze przyznaję, że aby nie wyjść z niczym zrobiłem pewien fortel. Otóż w zastępstwo za rzeczy, których mieć nie mogę znalazłem sobie quasidepresyjny stan. W związku z tym nie mam czasu na pierdoły. Jebło mi się wszystko z hukiem w jeden dzień, teraz tylko zbieram odłamki po wybuchu. Miłość okazała się zauroczeniem do nieporęcznego kawałka drewna, skończyło się marzenie, zaczęło planowanie ucieczki. Tak jest, rób mi tak jeszcze. Cynamon unosi się na tafli ciepłego mleka z miodem. Przypomina on trochę archipelag wysepek w filiżanie z Ikei podpisanej “Kokoś”. Jesteśmy tak porozrzucani po Wrocławiu – szukamy się, łapiemy się na tym, że tu już się było, tutaj też, generalnie było się wszędzie, tylko okoliczności inne. Przyjdź.
Minął już rok. Nieźle, trochę się pozmieniało. Pamiętam ten dzień, co to się działo… Przyszłaś zapłakana, nie chciałaś powiedzieć co się stało, nikt nie chciał mi tego powiedzieć. Cel uświęca środki. Prawda ścięła mnie z nóg. Papieros za papierosem. Pisanie maila, w którym opisywałem swoje odczucia. Właściwie nie wiem po co – dzisiaj także myślę, że zwierzanie się innym jest męczące dla nich i dla mnie. Musiałem po prostu komuś coś powiedzieć. Internet. Płakałem, każdy mięsień ciała drżał. W jednej sekundzie zasmakowałem poczucia życia, bo podobno jeśli boli to znaczy że żyje.
To było tak silne, to nas zmieniło na chwilę, staliśmy się sobie bliżsi. Przez chwilę wszyscy byliśmy bliżej siebie, blisko jak nigdy dotąd. Zaczęliśmy więcej rozmawiać, nadrobiliśmy trochę to, czego nie było przez kilka wcześniejszych lat. Może kiedyś nadrobimy do końca – chociaż wydaje mi się że nie umiem.
Teraz minął rok, chyba jest już dobrze. Oby nie przyszła kolej na mnie. Staram się nie popaść w jakąś paranoję, ale ciągle ona jest nakręcana – jesteś niesamowicie przeczulona, a mi – pomimo usilnych prób stawiania oporu – ten katastroficzny nastrój się udziela, oj tak. Z drugiej strony bagatelizowanie (teraz nawiązuję do kogoś innego), chociaż chciałbym wiedzieć, że martwisz się o mnie choćby tak jak o innych, właściwie wszystkich którzy nie są mną.
Odwlekanie odwlekania, aż w końcu się przekręcę bez diagnozy. Ja nie mówię nic, chociaż trudno się nie bać choć trochę. Zastanawiać się, jak by wyglądał świat gdyby nagle przyszła do mnie pani Śpiwko, Śpiaw czy też nie. Trudno nie myśleć, trudno nie pytać.

Dzisiaj zaczynam od parafrazy cytatu z notki koleżanki z osiedla, z którą o dziwo w szeroko pojętym realu kontakt mam mniejszy niźli w świecie wirtualnym. Ad rem, jakby to powiedziała jakaś mądra głowa.
‘-r jak rozwiedziony?
-nie, jak rozczarowany.’
Rozczarowany wieloma rzeczami, wieloma sprawami. Sobą również, może nawet najbardziej. Bo był dzień życzliwości, który wbrew planom zamienił się w cały rzyć-liwy weekend. W obliczu takiego obrotu sprawy nie pomaga nawet bycie przytulonym chwilę po północy – po prostu nie ma takiej siły, która spacyfikowałaby te analne koneksje.
Hej, świat jest mały, ale dlaczego czasem staram się zatrzeć swój charakter? Dlaczego nie chcę słuchać zdań zaczynających się od “przed chwilą spotkałem…” lub “widziałam się z…”? Są dwie kategorie pytań: te, na które wciąż nie poznałem odpowiedzi i te, na które odpowiedź jest mi znana, lecz nie do końca wygodna.
Panie Mikołaju, znowu żeś coś przyćpał, że tak gadasz. Nie mogę pana słuchać. Nie, ja po prostu tęsknię za Spokojem. Popierdoliło pana do cna, karygodne. Właściwie dlaczego ludzie mówią do mnie per ‘pan’?