Archiwum z maj, 2008

h1

#3. będą lata tłuste i gorące, ale też nieklejące się wcale.

26/05/2008

“Życie zaskakuje. Zgodzisz się z tym? Wielu ludzi sądzi, że ta myśl jest głęboka. Może i jest, ale jeszcze głębsze są przyjemności, które od czasu do czasu są skutkiem tych chwil poplątania.”

Jestem żywym przykładem ofiary miłosno-życiowego blitzkriegu. To była wojna totalna, tak rozegranej partii nie powstydziłby się najwybitniejszy przywódca – tylko kto tu jest dowódcą? Totalna anarchia, choć anarchizmem odrobinkę się brzydzę. Minął tydzień, wyświetlił się nowy ląd. Ów widzenie spowodowało niesamowicie gwałtowny obrót o sto osiemdziesiąt stopni, kierunek rejsu został na nowo obrany. I nie powiem, nie śmiem stwierdzić, że mi z tym źle, bo wypowiadając takie słowa skłamałbym sromotnie.
Przebieg wydarzeń? Jak u Hitchcocka – zaczyna się trzęsieniem ziemi, potem napięcie już tylko rośnie. Mały mezalians, nieistotny dysonans społeczny. Taki trochę prowokator-egoista ze mnie, bo to wszystko mi się podoba.
Za maską ekstrawersji kryją się nieśmiałe uśmiechy. Ale to jest nieważne, jak mawia moja znajoma.

h1

#2. dziś Kingy siedzi w celi, wspomina dobre dni.

18/05/2008

Piszę te słowa około sześćdziesięciu minut po przebudzeniu, ale jeszcze przed poranną kawą i pierwszym papierosem. Mam w głowie niemiłe wspomnienie wczorajszego wieczoru, kiedy to puściłem sobie jakąś składankę z hiszpańskim ska… Zespoły o dziwnych nazwach, wszystkie grały identycznie… Składanka była na takim poziomie, że w połowie słuchania rozbolała mnie głowa, a płyta (wypożyczona kiedyś z eMule) wylądowała w śmietniku, obok zasmarkanych chusteczek higienicznych i pudełeczek po słodkościach. Ludzie się zmieniają, kiedyś tego słuchali, teraz gardzą taką toporną muzyką. Albo kiedyś gardzili, a teraz słuchają.
Z pogardą patrzeć na banki i inne miejsca, gdzie coś się lokuje. Bo można ulokować źle. To dziwna pułapka, bo jakiejś niesprecyzowanej dziwności. I choć z dnia na dzień jest coraz lepiej, to i tak ma się świadomość, że ktoś mnie zapisał kiedyś tam do jakiejś kompetycji. Po co, na co, nie wiem. Albo że się sam do tego ładuję każdego dnia.

‘o nim wszyscy już zapominają
czasami tylko o nim wspominają’

h1

#1. każdego dnia nowy początek.

04/05/2008

„Życie zaskakuje. Zgodzisz się z tym? Wielu ludzi sądzi, że ta myśl jest głęboka. Może i jest, ale jeszcze głębsze są problemy wynikające z tych chwil zaskoczeń i zamroczenia.
Poznało się kilka dziewcząt w życiu. Poznało się również jedną, która od samego początku jakoś tak oddziaływała inaczej niźli poprzednie jego bliższe koleżanki. Niepokalana w środku zepsutego miasta. W centrum mojej uwagi. O takich dziewczynach to pisze się wiersze, całe tomiki poezji, całe książki! Francesco Petrarca napisał trzysta siedemnaście sonetów do kobiety, którą zobaczył w kościele. Laura była jego natchnieniem, a zarazem jego małą perwersją i wielką słabością. Nie była mu jednak pisana.
Sprawa ma się inaczej w XXI wieku. Nasz Romeo, lat ledwo szesnaście, zdobył serce Julii. Potem było już tylko lepiej. Jednak tak jakoś wyszło, że napsuli sobie krwi i musieli się rozstać. Nie dlatego, że Julia była Capuletti, a Romek był Montecchi. Jakoś tak wyszło i dziś, pytani przeze mnie o przyczyny końca, nie potrafią udzielić mi racjonalnej odpowiedzi.

Śledztwo zostało umorzone po kilku miesiącach. A Romeo pewnego dnia miał sen. Śniła mu się oślepiająca biel, a w tej bieli kobieca twarz. Jedna z piękniejszych, jakie widział. To było dziwne wydarzenie, po którym zaczął czuć się niczym ktoś zupełnie inny… Tak, po kilku dniach namysłu stwierdził, że śniła mu się Julia nie z Capulettich. Takim oto sposobem ni z gruchy, ni z pietruchy staję się Petrarką tych zjebanych czasów nowożytnych.
A jakie są zadania Franciszka w wersji modern? Ochrona. Ja jestem Twoim Frankiem Farmerem (patrz, nawet imię się zgadza), Ty, Julka, jesteś moją Rachel Marron. Wszystkie koleje losu, litry piwa, setki spalonych papierosów i podatność na nałogi sprawiły, że znalazł swoją słabość. Może jest trochę jak Malcolm Crowe z filmu „Szósty Zmysł”? Nie ma jego ciała, jest tylko jego aura, a sam jest… cieniem? To brzmi zajebiście dziwnie… Nasz Romeo właśnie czasami tak myślał. Romeo miał w głowie schemat: „dostałem misję od Boga, mam chronić ten Skarb i starać się pomagać, gdy tego potrzebuje”. Chwilę później ubolewał: „jest taka piękna, czasem chciałbym przytulić ją, zatopić swoje usta w jej ciele… Ale nie mogę, jestem tylko jej pomagierem”.

I tak się teraz żyje. Zapierdala się gdzieś tam, byle zdobyć świat, po drodze łapiąc jeszcze większe schizy. Mały taniec afektywny dwubiegunowy. A dwóch facetów w ciele jednego Romeo stawało w szranki z rywalami, ale także łapało się na wyobrażeniach samego siebie na zmianę u boku Julki i w wannie pełnej wody z gościnnym udziałem suszarki do włosów. Choć była myśl jeszcze smutniejsza. Tą myślą było zniknięcie dziewczyny z pola widzenia chłopaka.”

Witam na moim nowym blogu. Po trzech latach bytu pod adresem mikolaj.mylog.pl nie wytrzymałem nerwowo niekończących się konserwacji serwerów i przeniosłem się tutaj, albowiem ten cały mechanizm wydaje mi się o wiele bardziej stabilny. Zaawansowany zagraniczny portal zachęca do pisania jedynie dobrych notek. Pozdrawiam i życzę sobie powodzenia.