
#7. tell me why your voice is always ringing in my ear?
09/07/2008Cały wieczór i pół nocy przejechane na Limp Bizkit. Ultraważna grupa, która aktualnie nic nie gra. Przynajmniej oficjalnie… Bo w mojej głowie grają już od siedmiu lat i jeszcze długo będą grać, w jakichś odległych zakamarkach mojego mózgu.
Będąc jeszcze uczniem szkoły podstawowej znałem ich drugi album pt. “Significant Other” na pamięć. Słuchałem go z kasety kupionej na bazarze, wyglądającej jak oryginał. Nawet teraz, gdy słucham tego materiału w formacie mp3 mam odruch warunkowy polegający na chęci przewróceniu kasety ze strony A na stronę B. Po chwili się łapię na tym, że Winamp to nie wieża. To chyba jeden z ważniejszych krążków w moim życiu. Taka szkoda, że już nie sprzedają kaset MC… Wracając do tematu.
Limp Bizkit było pierwszym zespołem, któremu oddałem się w całości. Każda część ciała i duszy podporządkowana była muzyce Wesa Borlanda, Sama Riversa, Johna Otto, DJ Lethala i Freda Dursta. Zachowanie tego ostatniego (wszak medialnej gęby zespołu i niekwestionowanego lidera) dziś wydaje mi się odrobinę wieśniackie, nie mniej jednak – reszta zespołu naprawdę w porządku. Nieważne, tu chodzi o sound… A takiego soundu nigdzie indziej nie znajdę. Twórczość zespołu od debiutanckiego “Three Dollar Bill, y’all” do trzeciego, mega komercyjnego “Chocolate Starfish and the Hot Dog Flavoured Water” smakuje, pachnie i brzmi jak moje szczeniackie czasy. Tak, tak… Tam są całe dni spędzane u Bodzy, kiedy razem obiecaliśmy sobie, że założymy kiedyś zespół, tam są samotne popołudnia w dużym pokoju mojego domu, są ciche wieczory w pokoju brata, mgliste wspomnienie jednego zauroczenia, podstawówka, którą przemilczę… To poważny początek drogi, którą sobie dreptam nawet dzisiaj. I czasem sobie myślę, że nigdy z niej nie zejdę, bo zbyt mocno się z nią polubiłem.
Nie czuję się więc taki, jak inni moi równieśnicy płci męskiej. Czasem chyba nawet urągam apoteozie polskiego nastolatka. Czuję tylko, że nawet w najbardziej śliskich tematach jesteśmy sobie zadziwiająco bliscy. Pomimo mojej niskiej samooceny oraz braków w wierze w samego siebie są chwile, kiedy jestem zajebiście dumny z tego, kim jestem i gdzie stoję. Nie, nie, nie, ja nie stoję, tam gdzie stało ZOMO. Chociaż po dłuższym namyśle i przypomnieniu sobie o swoich korzeniach… Może jednak? Może jednak. Na pewno Jarek ssie, reszta w tej chwili jest dla mnie nieistotna.
przyjemnie jest mieć coś co tak przywołuje wspomnienia ;] potrzebne to, to jest czasem.
I dobrze, że się nie czujesz jak inni. I dobrze, że taki nie jesteś. I w ogóle Dobrze! ^^
Marta chyba po prostu chciała powiedzieć, że jesteś oryginalny. ;)
tak mnie sie wydaje ;)
albo i nie. ( po dluzszym zastanowieniu)
nie wiem ;)
tzn oryginalny jesteś, zarówno z zewnątrz jak i wewnatrz.
to wiem na pewno.
dobra, bo już za długo myślę…
też lubię Limp Bizkit
To mądre, mądre…za mądre. Generalnie to wspomnienia są tym co nam pozostaje po tym czego już nie ma, lub co jest inaczej. A teraz jest teraz i też będziesz to kiedys wspominać.
(nie wiem czy to ma sens, więc wybacz, gdyby nie miało =) )
Moje wspomnienia z dzieciństwa mocno się nie różnią od twoich ;)
Gdzieś po kątach słuchałem jakiejś składanki na kasecie na której byli min Limp Bizkit i kilka utworów Korna i Linkin Park, cholera to były czasy. Facio z czerwoną czapką i szerokimi spodniami na scenie z wymalowanym wiosłowym i bassistą strojącym miny. Ahh te wspomnienia :)
aż głupio się przyznawać … po roku nie odezwu… ale jestem znów… napisałam nawet notkę u siebie! Jakbyś miał jeszcze ochotę to możesz zajrzeć …
hmm… a ogólnie to wierz w siebie !!! ja w Ciebie zawsze wierzyłam!!! w to ,że dasz radę ze szkołą , zespołem i całą resztę !!! i teraz musisz wierzyć w siebie i we mnie też by się czasem przydało ;)
pozdrawiam mikołaj i ściskam serdecznie.i witam ponownie jeżeli mogę tak to ująć. Justyna
no dokładnie…. blog to zawsze tylko blog… :)
a przez ten rok wiele się u mnie zmieniło… i mogę powiedzieć ,że na lepsze!! pozdrawiam serdecznei i mam nadzieję,że nadrobimy zaległości w kontakcie:P pozdrawiam .buziaki hej!
Bardzo ciekawy blog, a do tego bardzo podobne wspomnienia do moich z tymże moje związane są z innym zespołem, ale reszta zgadza się w 100%