h1

#17. oni są predator, my jesteśmy alien.

25/11/2008

“Welcome to the real world” – powiedział mi Morfeusz, bóg marzeń sennych, już kiedy otworzyłem w południe oczy. W końcu się wyspałem, obudziłem się chwilę po dwunastej, ale obecność nieproszonego gościa pod nieobecność mojego umysłu nieco mnie zirytowała. Ten gość pochylał się nade mną, sugerując, żebym wstał i żył, wymagał ode mnie rzeczy perwersyjnych, takich jak robienie czegokolwiek, dla siebie i dla świata. “O chuj Ci chodzi?”, myślę sobie będąc jeszcze w letargu. Bo ostatnio obijam się strasznie, albo powiem inaczej: mam mocno zachwiane priorytety. To już nie jest ten wrzesień, kiedy pełen werwy stanąłem do boju. Teraz idzie grudzień, zaraz będę podsumowywał ten rok, na którym zasadniczo nie zostawię suchej nitki, i poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, zjadę go z góry na dół. A ja sił wiele nie mam. Od kilku tygodni próbuję zrobić coś dobrego dla siebie, dla swojej pasji, rzekłbym nawet: spełnić jedno ze swoich małych, skrytych marzeń, i co? I spełza to na niczym, bo odzewu nie ma generalnie żadnego. Sił mam do tego coraz mniej, a czas nagli. To tak jakbym wchodził oknem, kiedy wyrzucili mnie drzwiami. Ale okna powoli się kończą.

Kiedy śni mi się jeden krótki, ale bardzo intensywny epizod z niedalekiej przeszłości, zawsze wygląda to tak samo: jest pusty pokój, minimalne oświetlenie, głosy z oddali, i ja sam pośrodku tego wszystkiego. Raz wszystko jest poprzewracane, raz w jak najlepszym porządku. Pokój po kłótni pary? To było możliwe w pierwszym z tych snów. W drugim do ściany ktoś przykleił płachtę, na której to znajdowały się wiadomości zaadresowane do mnie, napisane przez wszystkich znajomych, z którymi wówczas miałem kontakt. Była również dedykacja od Ciebie… Pierwszy wers – z porami roku, nacisk położony na wiosnę i lato. Co było potem? Potem był promień słońca wpadający do pokoju przez okno, mimo iż było zasłonięte… Na moje miasto spadł śnieg, a ja otworzyłem oczy i tak oto zostałem sam na sam ze sporym niedosytem i wykręconym umysłem, już na sam początek dnia. Tak sobie leżałem pół godziny pod kołdrą i zastanawiałem się, o co chodzi i do czego ten sen miał prowadzić.

Jest to niewątpliwie dość pokaźna psychoza, kiedy jedna część mnie mówi “mam dość”, a druga część informuje “czegoś mi brak”. Lewa strona nigdy się nie budzi, prawa strona nigdy nie zasypia. To potrafi wykończyć, szczególnie w kolejnych rocznicach mojego legendarnego upicia się w klubie Wagon, kiedy scalenie rozsądku i pragnień bywa naprawdę uciążliwym faktem.

Uprzejmie informuję wszystkich moich Czytelników, że ostatnio zajmuję się niczym, a przy życiu utrzymuje mnie niewiele rzeczy.

“idzie rak, nieborak, jak uszczypnie będzie znak”

8 komentarzy

  1. w sensie, że do twarzy mi w różu?
    (ok, czytam)


  2. Mikołaj, chodź na piwo.


  3. Ja ostatnio nie lubię swoich snów. W sensie, że niektórych. Śni mi się ktoś, kogo chyba nie do końca mam ochotę oglądać, czytać czy słuchać.

    Taki szpadek szmocy masz. Ja też. Bo mam zrobić zdjęcia, bo mam się nauczyć. Ale mi się nie chce. Nie ma już tego wrześniowego zapału, kiedy to codziennie do szkoły woziłam aparat, ba nawet dwa.

    A w ogóle, to może mijamy się w tramwaju, 6 czy 7, a może w 24 i nawet o tym nie wiemy. Heh…

    A wiesz, że wnioski możemy wysnuć takie, że zapał i chęć do wszystkiego wróci. Na pewno!

    całus!;*


  4. Mikołaj, jak to nie wiedziałeś?:P
    Z Wrocławia, jak z Wrocławia. Mam na Główny 41 km dokładnie, szkołę mam na Drobnera, wysiadam na przystanku Dubois/dupois xD/.
    Wszystko jest możliwe, bejb!


  5. Cóż to za znajomy?
    Imię poproszę, to może skojarzę, aż tak dużo nas nie ma ;)
    41 km od Wrocławia jest Wołów:)


  6. Hahahahahahaha.
    O staryyyyyyy! Mariusz *lol2 skręca się ze śmiechu*
    Nie mów, że mnie znasz, bo naopowiada Ci, że ja zła wiedźma jestem, i w ogóle. W sumie… Jestem złą wiedźmą. No ale xD
    Coś kojarze z tym graniem… Ale nie tak do końca i dokładnie. Pewnie nawet byłam, jak to jakiś koncert był…


  7. Ach, jeśli w burdelu na kółkach, to musiałam być, chociaż obecnie się stamtąd wyprowadziłam. Czekam na jakiś dobry koncert. I pamiętam, to Chris June było?
    Hm… Mariusz. W zasadzie długa historia. Szczerze? Niezwykle działa mi na uzębienie i nerwy. Wiesz, zachowuje się jak narcyz – podtyka wszystkim swoje zdjęcia, które są ŁADNE i nic więcej. I denerwuje mnie, gdy wcina się w niemal każdą rozmowę. Na zasadzie, gadam z kumpelą: aua, dostałam okres. On podchodzi i mówi ja też. W sumie to tyle na jego temat, nie licząc tego, że przepisał się z naszej grupy do drugiej. (;
    Owszem, pogawędka. ;))
    całus ;)


  8. Mikołaj, to ile do wakacji? :)
    Bo ja też już mam wszystkiego dość i ochotę na robienie dokładnie NIC :)
    :*



Dodaj komentarz