
#19. I’ve got the demons in me, I’ve got to flush them all away.
11/12/2008Czasami szukam w głowie sposobów na zabijanie myśli, powodujących takie problemy, jak na przykład bezsenność. Strzelam do nich, duszę je, truję dymem (to pomaga na kilka chwil). Moja głowa nie ma ze mną łatwego życia. Sadyzm raczej nie pomaga, moje myśli są immortal.
A więc chcesz mi powiedzieć Mikołaju, że znowu Ci się zapętliło, zatory w żyłach… Prowizoryczne supły wiążące ze sobą te wszystkie elementy, z których się składasz, straciły swoją moc, a wiązania puściły. I nawet nie pytasz się mnie, Mikołaju, co możesz z tym fantem zrobić. Tak, obaj wiemy, że za parę dni powiesz “jest okej”, a kilka dni po tych kilku dniach znów będziesz zbierać siebie z podłogi. Wiesz, że temu nie zaradzisz, bo Twoje kompetencje nie sięgają aż tak daleko.
Każda wiosna jest inna. Możesz mieć swoją wiosnę na przeciwległym biegunie, ale nie podzielisz się nią z resztą świata – teoretycznie jest to niemożliwe, bo wszystkie szanse na to zostały wykorzystane. Zresztą nawet jeśli są, to ich nie widzisz, czekasz na jakiś impuls, który jak wiatr przenoszący gazetę po trotuarze wyrzuci to na powierzchnię. Może wyjdzie, może coś odkręci, może poukłada. Jak zwykle się oszukujesz, jak zwykle robisz sobie nadzieje (chociaż tego to już nie wiesz w ogóle), jak zwykle nie wiesz, w którą stronę idzie świat. Jak zwykle jesteś niesamowicie nierozsądny. Jesteś ciotą. Nie myślałeś nigdy nad jakimiś zmianami, treningiem osobowości, farmakologicznym zwiększeniem dawki testosteronu? I patrzysz w szybę tramwaju, myślisz nad tym, kiedy prawdziwy Bass Maczo śpiewa: “remember the summer time, this morning the sun will wake earlier”.
Pewnego dnia ludzie, na których Ci zależy opuszczą to miasto, skażone półsłówkami, akweduktami pamięci, niedopasowaniem, zakłamaniem. Znikną z pola widzenia, pozakładają rodziny, wychowają dzieciaki, które nie będą mieć takich problemów jak ich rodzice. A ludzie, których nie do końca chcesz zostaną. Nad tym miastem wisi demon niedokończonych, przedwcześnie przerwanych spraw. Ja znam jego imię, wiem, kim jest ten, który nie potrafi przegrywać i odpuścić.
Plus dwadzieścia do mizantropii, minus pięć od popularności. Czy znowu masz ataki anhedonii, Mikołaju?
No nikt nie ma łatwo wbrew pozorom. Niestety.
:)