Archiwum z styczeń, 2009

h1

#25. jest tak wiele kobiet, że kręci mi się w głowie.

30/01/2009

“Przebaczam moim przyjaciołom, którzy mnie zawiedli, zerwali ze mną kontakt, nie wspierali mnie i byli nieosiągalni, gdy ich potrzebowałem, pożyczali pieniądze i nigdy nie oddali, plotkowali o mnie…”

I tak dalej, i tak dalej. Wiesz, tu nie chodzi o przebaczenie dla przebaczenia, w imię niesamowicie dobrych relacji międzyludzkich. To nie rozumie się samo przez się. Za tym stoją inne sprawy, już nie do końca prywatne, które załatwia się polubownie. To jest mocno materialne podejście, ale właśnie o to chodzi.

“To może zrozumieć tylko drugi muzyk, kiedy z pisku, z tego momentu przygotowania wykluwa się sygnał do startu – i wtedy zaczynasz naprawdę grać, stwarzasz golema, poruszający się nowotwór, i musisz bez przerwy od nowa składać mu kręgosłup, aby szedł prosto i się nie przewrócił, być jego równowagą, błędnikiem.”

Nie jest łatwo zerwać z hobby, choć kilka razy w życiu chciałem.

Ale na koniec stycznia odczuwam jakiś dziwny, wewnętrzny spokój. Dobrze nie jest, źle też nie – jestem w trybie standby. Czuwania. Spokoju. Co tak na mnie działa? Sam nie wiem, nie do końca chcę wiedzieć. Ta niewiedza smakuje jak ulubione słodycze. Na pewno dobra przyjaciółka daje trochę dobrego spokoju. Fajnie mieć taką osobę. A tak to wszystko kręci się wokół poważnych rozmów, zdawkowych uśmiechów, opierdalania się. Dlatego też jakaś część mnie cieszy się, że zaraz znowu będę siłą wepchnięty w rutynę pięciu dni roboczych, a tylko dwóch wolnych.

Czekam na wiosnę. Niekoniecznie dlatego, że wtedy hormony zaczną nam buzować i będę miał kolejny powód, żeby iść z Takim Jednym na męskie ploty przy piwie. Bo przecież nie od dziś wiadomo, że to faceci plotkują najwięcej i najgorzej.

h1

#24. now we are poison, and we don’t care.

19/01/2009

Miałem zespół, który grał nieco chujowo, ale w ogóle tego nie dostrzegałem. Uczyłem się w szkole, której nie znosiłem. Była zgrana paczka znajomych, która mogła porozmawiać o wszystkim. Miałem miłość – silną, rozsądną, stawianą za wzór. To był spokój. Bezpowrotny spokój.

Teraz jest najlepszy moment na to, żeby zrobić coś dobrego dla samego siebie. Zapomnieć wszystko, abdykować z funkcji trybu w tej maszynie, zniszczonej przez jakiś niezbadany wrzód. Ja Was, Mości Państwo, właściwie nie znam. Nie pamiętam imion, za to znam setki pseudonimów i tysiące słów. Znamy się jedynie z opowiadań i plotek, które wciąż powstają. Widujemy się jedynie na kolejnych libacjach. Rotacje personalne, kto z kim kręci, kurewstwa robione przez czołówkę “naj” “kolegów”, radosna dewastacja mojego emocjonalnego mienia, spuszczanie całego mojego jestestwa w wielkim kiblu. Koszmar, który nie puści jeszcze przez dłuższy czas. Za takie rzeczy powinno lać się w mordę, szemrana dintojra “w imię zasad”, jak to Franz powiedział. No tak się nie będziemy bawić, bo ja w tym wszystkim tracę pion, kruszę na tym zęby, tracę włosy i tracę wiarę, nieufność rozrasta się, przestaję rozróżniać, gdzie była prawda, a gdzie kłamstwo. To z kolei wcale nie pomaga w budowaniu przyjaźni, o którą tak zabiegałem, a która chyba zaczęła pukać do mych drzwi całkiem niedawno.

Są rzeczy, których żałuję. Są też sytuacje, które wspominam dobrze, choć wynikły z tego, czego żałuję. Są w tym wszystkim ludzie, z którymi kontakt nie ogranicza się do wspólnego imprezowania. To nigdy nie był mój świat, choć na swój sposób ten świat podbiłem i wydaje mi się, że ktoś kiedyś powie o mnie dobre słowo. Wszak po mieście odbija się złota dla mnie myśl: “Miko jest niezły”.

“czego oczy nie widzą tego sercu nie żal”

Czas na zmiany. Małe, duże, spokojne i szokujące, rozrywające mózg na części.

h1

#23. mam dziewiętnaście lat i chcę mieć pana osobowość.

10/01/2009

Nauczycielka na języku polskim zadała czwartoklasistom wypracowanie na temat “Mój autorytet”. Dzieciaki pisały zgodnie z prawdą i własnym sercem – o piosenkarkach, piłkarzach, papieżu (bo nawiązania do papieża są wszędzie). Tylko jeden chłopiec spojrzał na ten temat inaczej, jak dla mnie dość abstrakcyjnie. Otóż napisał wypracowanie o woźnej ze swojej podstawówki, argumentując swój wybór przymiotnikami “pracowita”, “sympatyczna” i tym podobne. Kiedy opowiadała mi o tym moja mama (ów woźna z wypracowania) byłem dość mocno rozbawiony, ale i dumny (to drugie chyba przede wszystkim). Nigdy nie wyobrażałem sobie takiego obrotu sprawy, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że jakieś dziecko będzie pisać wypracowania o mojej mamie. Ja bym na to nie wpadł i sam pewnie napisałbym o jakimś piłkarzu, którego podziwiałem będąc w czwartej klasie.

Wychodzi na to, że wcale nie musimy obierać za swoich idoli ludzi z pierwszych stron gazet, a wystarczy rozejrzeć się dookoła i czerpać pozytywy z najbliższego otoczenia. Czasem chyba nawet tacy przeciętni ludzie mogliby dać nam lepszy wzorzec niż celebryty. Może powinniśmy wrócić się do zamierzchłych czasów, kiedy autorytetem byli rodzice, a nie bohaterowie filmów, którzy de facto są wytworami wyobraźni scenarzystów? A może powinniśmy olać autorytety i działać na własną rękę, metodą prób i błędów? Trudne zagadnienie w czasem masowego opiniotwórstwa i kreowania otoczenia. Dzisiaj wszystkie dziewczyny są do siebie bliźniaczo podobne, wszyscy chłopacy wyglądają tak samo. Wszyscy chodzą na bibki, wszyscy noszą marynarki i kapelusze, kefije i symbole, które dawno temu ktoś odarł z ideologii, a ukręcił na tym geszeft. No zdarza się. Ale ale, żeby nie było, że ja bezkarnie obrażam! Kto nigdy nie popłynął z prądem (w dowolnej dziedzinie życia) niech wystąpi przed szereg i niech pierwszy rzuci kamieniem.

Parafrazując Orwella: ‘W czasach powszechnego kopiowania, bycie sobą jest rewolucyjnym aktem’.

A notkę sprowokowała rozmowa z koleżanką o zachowaniach otoczenia przeprowadzona przy tradycyjnej kawie w KFC na dworcu.