“Przebaczam moim przyjaciołom, którzy mnie zawiedli, zerwali ze mną kontakt, nie wspierali mnie i byli nieosiągalni, gdy ich potrzebowałem, pożyczali pieniądze i nigdy nie oddali, plotkowali o mnie…”
I tak dalej, i tak dalej. Wiesz, tu nie chodzi o przebaczenie dla przebaczenia, w imię niesamowicie dobrych relacji międzyludzkich. To nie rozumie się samo przez się. Za tym stoją inne sprawy, już nie do końca prywatne, które załatwia się polubownie. To jest mocno materialne podejście, ale właśnie o to chodzi.
“To może zrozumieć tylko drugi muzyk, kiedy z pisku, z tego momentu przygotowania wykluwa się sygnał do startu – i wtedy zaczynasz naprawdę grać, stwarzasz golema, poruszający się nowotwór, i musisz bez przerwy od nowa składać mu kręgosłup, aby szedł prosto i się nie przewrócił, być jego równowagą, błędnikiem.”
Nie jest łatwo zerwać z hobby, choć kilka razy w życiu chciałem.
Ale na koniec stycznia odczuwam jakiś dziwny, wewnętrzny spokój. Dobrze nie jest, źle też nie – jestem w trybie standby. Czuwania. Spokoju. Co tak na mnie działa? Sam nie wiem, nie do końca chcę wiedzieć. Ta niewiedza smakuje jak ulubione słodycze. Na pewno dobra przyjaciółka daje trochę dobrego spokoju. Fajnie mieć taką osobę. A tak to wszystko kręci się wokół poważnych rozmów, zdawkowych uśmiechów, opierdalania się. Dlatego też jakaś część mnie cieszy się, że zaraz znowu będę siłą wepchnięty w rutynę pięciu dni roboczych, a tylko dwóch wolnych.
Czekam na wiosnę. Niekoniecznie dlatego, że wtedy hormony zaczną nam buzować i będę miał kolejny powód, żeby iść z Takim Jednym na męskie ploty przy piwie. Bo przecież nie od dziś wiadomo, że to faceci plotkują najwięcej i najgorzej.


