Archiwum z styczeń, 2009

h1

#22. everything can change on a new year’s day.

05/01/2009

‘- what is your nationality?
- I’m a drunkard.’

Przedsylwestrowe pięć (czy tam sześć) dni spożywania alkoholu w jednym tygodniu scalone z niespokojnie przespanymi nocami. Mówiłem do ludzi sznapsbarytonem, spoglądając na nich podkrążonymi oczami, chuchając nikotynowym oddechem. Standardowo myśli czarne jak moje własne płuca. Tak to wyglądało. Ale na razie to jest za mną, na szczęście. Po czterech dniach nowego roku stwierdzam, że jest spokojnie.

Sylwester był w porządku. Cenię sobie takie kameralne rzeczy… Zawsze przynosiły może nie do końca perfekcyjne, ale na pewno spokojne dni (bo podobno jaki sylwester, taki cały rok). Ja na razie mam ochotę na chwilę spokoju. U mnie na razie luźno, u bliskich – nie do końca. Nie chciałem, żeby tak to wyglądało, ale niezbadane są wyroki boskie i niestety jestem zbyt mały, żeby jakoś wpływać na takie odgórne decyzje. Chociaż czasem bardzo bym chciał.

‘jest taka cierpienia granica,
za którą się uśmiech pogodny zaczyna’

Cholera, bo przecież musimy wyjść na prostą. “Oby się nam ułożyło”, jak to głosił jeden z smsów napisanych przeze mnie w sylwestrową noc. Ten rok musi być co najmniej przyzwoity.

‘bezsenne noce, zatrzymany czas
nie mogę zasnąć, czekam na światło dnia’

Kładę się spać nad ranem, budzę się w południe. Trzeba przestroić się na nową-starą częstotliwość. To będzie trudniejsze niż myślałem. Gdy piszę te słowa jest koło trzeciej trzydzieści nad ranem. Nie po raz pierwszy padłem ofiarą bezsenności, ona to mnie lubi, żadna kobieta na tym świecie mnie tak nie lubi jak panna Insomnia. I znów na dwa tygodnie, aż do ferii (kolejna laba), będę scalony z automatami robiącymi napoje kawopodobne, sprzedającymi potem ów cymesy za złoty pięćdziesiąt tudzież złoty siedemdziesiąt, zależnie od automatu. Ze wszystkimi fajkami wypalonymi na mrozie – na podwórzu za muzyczną, na przystankach, pod gigantycznym czerwonym budynkiem. Z dziesiątkami różnych osób, z którymi łączą mnie różne relacje – od obojętności po komitywę. Wrócą stare zmartwienia, bo radio (a później prawdopodobnie chemia) nadchodzą. A przy okazji znowu zacznę żyć z dnia na dzień, czasem trochę nawet ze strachem o to, co przyniesie następny dzień. I nie będzie przychodzić mi do głowy to, że jakbym chciał to by wszystkie straszydła ponownie schowały się pod łóżko i do szafy. Tak się robi historię.

Narzuciłem sobie tylko jedno postanowienie noworoczne: żadnych postanowień. Bo generalnie obiecujemy sobie różne rzeczy jeszcze w starym roku, przed sylwestrem… A po sylwestrze postanowienia noworoczne stają się postanowieniami starorocznymi. Proste?