Archiwum z luty, 2009

h1

#31. waiting is hard, fucking takes so long.

22/02/2009

Było ciepłe lato, choć czasem padało. Wina się nie piło, spało się dużo. Właśnie się rozpadało, akurat gdy Tam byłem. To był taki dziwny letni deszcz – bo ulewy w środku wakacji zawsze wydawały mi się dziwne, choć ich zasługi w chłodzeniu były wielkie. Biegłem na przystanek tramwajowy, który był (i do dziś jest) niedaleko. Schowałem się pod duży, przezroczysto-zielony daszek. A w słuchawkach zespół Zła Religia kreślił Nowe Mapy Piekła, bo to było chwilę po premierze tychże Nowych Map. Jako że Zła Religia to jeden z tych nielicznych punkowych zespołów, których słucham z wielką ochotą, to Nowe Mapy Piekła jeździły jakiś czas ze mną. Tak, nie wiedzieć czemu pamiętam to dobrze.

Teraz widzę. Milion argumentów, które sprowadzają moje widzimisię, moją teorię, myśl, może nawet jakieś pragnienie, nazywajcie to jak chcecie, do parteru. Mnóstwo argumentów, jak już usiądziesz, spojrzysz na nie oczami wyrażającymi zagubienie, kiedy je tak dokładnie przeanalizujesz, rozkminisz tą zajawkę (wcale nie chwilową jak się okazuje) to uznasz, że majaczę. Że nie, to nie wypali Kokoś, bo na jakim Ty świecie żyjesz? Choć chyba jest w tym wszystkim kilka rzeczy, dla których jednak warto by było porwać się na szaleństwo. Ile szaleństwa jest w tym szaleństwie? Dowiemy się z kolejnej serii serialu. Jeżeli tylko gaża dla aktorów będzie wystarczająco duża.

Mimo wszystko był to w pewien sposób weekend-widmo. I kolejny tydzień za nami, kolejny przed nami. Każdego wieczoru będziemy powtarzać sobie nawzajem zdanie-klucz: “dobrze, że ten dzień już się skończył”. Powtarzamy to sobie niemal codziennie i to się wcale nie nudzi, bo niestety ta nasza frustracja w gruncie rzeczy nigdy się nie kończy. Dni się kończą, przychodzą następne – wkurwienie na to, co się dzieje dookoła jakoś tak nie znika.

Te dwie piosenki zawładnęły mną bez reszty w mijającym tygodniu:
Kyuss – ‘Space Cadet’
Kyuss – ‘Gardenia’

h1

#30. poszłem do sklepu po mleko, nie było, czy wkurwiło mnie to? nie, w ogóle nie wkurwiło.

17/02/2009

Nowy telewizor w kuchni. Większy, sprawniejszy niż poprzedni. Pierwszy raz w życiu ustawiłem samodzielnie te podstawowe siedem kanałów plus trzy czeskie, które da się w moim domu złapać. Ojciec widać, że był zachwycony świeżością i podwyższeniem standardu. Aż żartował, podśpiewywał sobie. Miło widzieć, że coś zdrowego w końcu sprawiło mu chwilę zadowolenia. Coś zdrowego, tak… “Gdyby Ci się udało, byłoby wspaniale”. Wspaniale. Strasznie dziwnie to słowo zabrzmiało, nie pamiętam, kiedy ostatni raz go użył w mojej obecności. Nie pamiętam, czy go w ogóle kiedykolwiek użył. Czasem tak niewiele potrzeba do zadowolenia.

***

Redboks. Z niemieckiego rotkasten, jak mi się wydaje – nie wiem, bo niemieckiego nie uczyłem się właściwie wcale. “Rot” po niemiecku jako kolor, ale i “rot” po angielsku, w sensie “gnicie, rozkład, psucie się, próchnienie”. Jakby nie patrzeć, Bozia przy wieży Babel zrobiła niezły galimatias.

Redboks mówi mi dobranoc, bo rzecz ma miejsce już w nocy. To cholerna zapałka, a zapałek nie daje się dzieciom do zabawy. Jakiś czas temu Lechu mi mówił: “ta zabawa nie jest dla dziewczynek” – to coś tylko dla orłów z dobrą pamięcią. Dynamit wspaniały, twardziel jakich mało. Po detonacji nie pozostaje nic w promieniu kilku metrów… Nic poza uśmiechem, który powstaje tak szybko i tak łatwo, jak szybko i łatwo powstają wąsy z mleka.

Redboks zmusza do refleksji. To urządzenie o statusie “nie-do-wyjebania”. Każdy ma swojego Redboksa – mam go ja, Ty, i Ty, ten pan pod ścianą w sweterku w serek też go ma. Człowiek bez niego jest o coś uboższy… Nie uciekniesz od podatków, od śmierci, od zimy, która co roku zaskakuje kierowców… Od Redboksa również nie uciekniesz. Rzeczy jak najbardziej namacalne, mające postać, ale również te, które są jedynie latającą energią, aurą, imponderabilia poznane na wylot.

***

Siedemnasty dzień lutego to światowy dzień kota. Jeżeli chodzi o mnie to głoszę bezwzględną supremację kotów na tym świecie. W związku z tym dziś całym swoim sercem celebruję pamięć o najwspanialszym kocie, jaki mi się w życiu przytrafił. Sto trzydzieści procent kobiety, nieufna jak cholera indywidualistka – taka była Saya, Sajka, Sajeczka. Niecałe dwa lata temu zniknęła z naszego puebla. Wybrała swoją drogę, jak na kota przystało. Cokolwiek by nie było – niech będzie jej jak najlepiej w kocim niebie, gdzie jest od cholery jej ulubionego, śmierdzącego Whiskasa z kurczakiem, śpi się gdzie chce i ile chce, no i można bezkarnie nosić w zębach wypatroszone wróble – w końcu pan nie nakrzyczy za paskudzenie w kuchni.

h1

#29. pokrzywowe pole łopianowe chudy chwast, zgubiony ślad, nikt nie znajdzie nas.

15/02/2009

Najlepszym cytatem walentynek zostaje wypowiedź gitarzysty z mojego zespołu:
“Ja bym nie pamiętał, że dzisiaj są walentynki, ale na n-k ten jakiś pojeb gąbka z różą był.

Brawo Radku, za tą złotą myśl wygrywasz lutownicę.

Mając przed sobą nuty do etiudy, której trzeba się nauczyć, łatwiej jest, gdy problematyczne fragmenty podpisze się cyframi. I tak oto jedynka oznacza palec wskazujący, dwójka to palec środkowy, natomiast czwórka odpowiada za palec mały. Wtedy wiem, że nie muszę biegać lewą dłonią po całym gryfie tego bydlaka większego ode mnie, wymagającego o wiele więcej samodyscypliny niż wszystko, co robiłem przez ostatnie pięć lat zebrane do kupy. Zazwyczaj proste rozwiązania są najlepsze.

A dziś, nie wiedzieć czemu, po szkole pojechałem tramwajem, którym nigdy nie jeżdżę. Podróż do końca trasy. Trafiłem Tam. Z kapturem na głowie i ze słuchawkami. Tu, gdzie wysiadłem, dawno temu kwitły pierwsze tulipany. Zagłębiając się dalej, dotarłem do skrzyneczki, w której mieszka pan Prąd, który rządzi okolicą. Bo ma kontakty. Pan Prąd widywał piękne rzeczy. Jak stał tak stoi.

‘pierwszy raz to nic
drugi raz na pół
trzeci raz na zawsze’

No to fajno.

I wiesz, pełza wiosna (pełza to dobre słowo, bo ruch tejże jest powolny), a ja mam te płyty, których z dziką chęcią posłuchałbym z Tobą. Nazbierało się ich kilka. Wpadnij do mnie, jeden, jedyny raz z własnej woli wyłączę telefon, po cichu przesłuchamy i przegadamy ten czas. Najlepiej nocny czas, bo rozmowy nocą są sympatyczne.

“Dziewczyny. Jezu Chryste. Umieją człowieka do wariactwa doprowadzić. Fakt.”