Było ciepłe lato, choć czasem padało. Wina się nie piło, spało się dużo. Właśnie się rozpadało, akurat gdy Tam byłem. To był taki dziwny letni deszcz – bo ulewy w środku wakacji zawsze wydawały mi się dziwne, choć ich zasługi w chłodzeniu były wielkie. Biegłem na przystanek tramwajowy, który był (i do dziś jest) niedaleko. Schowałem się pod duży, przezroczysto-zielony daszek. A w słuchawkach zespół Zła Religia kreślił Nowe Mapy Piekła, bo to było chwilę po premierze tychże Nowych Map. Jako że Zła Religia to jeden z tych nielicznych punkowych zespołów, których słucham z wielką ochotą, to Nowe Mapy Piekła jeździły jakiś czas ze mną. Tak, nie wiedzieć czemu pamiętam to dobrze.
Teraz widzę. Milion argumentów, które sprowadzają moje widzimisię, moją teorię, myśl, może nawet jakieś pragnienie, nazywajcie to jak chcecie, do parteru. Mnóstwo argumentów, jak już usiądziesz, spojrzysz na nie oczami wyrażającymi zagubienie, kiedy je tak dokładnie przeanalizujesz, rozkminisz tą zajawkę (wcale nie chwilową jak się okazuje) to uznasz, że majaczę. Że nie, to nie wypali Kokoś, bo na jakim Ty świecie żyjesz? Choć chyba jest w tym wszystkim kilka rzeczy, dla których jednak warto by było porwać się na szaleństwo. Ile szaleństwa jest w tym szaleństwie? Dowiemy się z kolejnej serii serialu. Jeżeli tylko gaża dla aktorów będzie wystarczająco duża.
Mimo wszystko był to w pewien sposób weekend-widmo. I kolejny tydzień za nami, kolejny przed nami. Każdego wieczoru będziemy powtarzać sobie nawzajem zdanie-klucz: “dobrze, że ten dzień już się skończył”. Powtarzamy to sobie niemal codziennie i to się wcale nie nudzi, bo niestety ta nasza frustracja w gruncie rzeczy nigdy się nie kończy. Dni się kończą, przychodzą następne – wkurwienie na to, co się dzieje dookoła jakoś tak nie znika.
Te dwie piosenki zawładnęły mną bez reszty w mijającym tygodniu:
Kyuss – ‘Space Cadet’
Kyuss – ‘Gardenia’



