
#29. pokrzywowe pole łopianowe chudy chwast, zgubiony ślad, nikt nie znajdzie nas.
15/02/2009Najlepszym cytatem walentynek zostaje wypowiedź gitarzysty z mojego zespołu:
“Ja bym nie pamiętał, że dzisiaj są walentynki, ale na n-k ten jakiś pojeb gąbka z różą był.“
Brawo Radku, za tą złotą myśl wygrywasz lutownicę.
Mając przed sobą nuty do etiudy, której trzeba się nauczyć, łatwiej jest, gdy problematyczne fragmenty podpisze się cyframi. I tak oto jedynka oznacza palec wskazujący, dwójka to palec środkowy, natomiast czwórka odpowiada za palec mały. Wtedy wiem, że nie muszę biegać lewą dłonią po całym gryfie tego bydlaka większego ode mnie, wymagającego o wiele więcej samodyscypliny niż wszystko, co robiłem przez ostatnie pięć lat zebrane do kupy. Zazwyczaj proste rozwiązania są najlepsze.
A dziś, nie wiedzieć czemu, po szkole pojechałem tramwajem, którym nigdy nie jeżdżę. Podróż do końca trasy. Trafiłem Tam. Z kapturem na głowie i ze słuchawkami. Tu, gdzie wysiadłem, dawno temu kwitły pierwsze tulipany. Zagłębiając się dalej, dotarłem do skrzyneczki, w której mieszka pan Prąd, który rządzi okolicą. Bo ma kontakty. Pan Prąd widywał piękne rzeczy. Jak stał tak stoi.
‘pierwszy raz to nic
drugi raz na pół
trzeci raz na zawsze’
No to fajno.
I wiesz, pełza wiosna (pełza to dobre słowo, bo ruch tejże jest powolny), a ja mam te płyty, których z dziką chęcią posłuchałbym z Tobą. Nazbierało się ich kilka. Wpadnij do mnie, jeden, jedyny raz z własnej woli wyłączę telefon, po cichu przesłuchamy i przegadamy ten czas. Najlepiej nocny czas, bo rozmowy nocą są sympatyczne.
“Dziewczyny. Jezu Chryste. Umieją człowieka do wariactwa doprowadzić. Fakt.”
nocne rozmowy są najsympatyczniejsze
wiosna? wiosny nawet pełzającej nie widzę pod pokrywą lodu… im bliżej wiosny tym czuje jakby dalej od niej.
rozmowy nocą… te najpełniejsze z rozmów wszelakich
Ach, pan gąbka z różą był niezwykle irytujący!
Rozmowy nocą bardzo często bywają przyjemne.
Że kontrabas..? Z notki na notkę dowiaduję się ciekawych rzeczy, albo po prostu mam dziury w mózgu.
I tu wcale nie o walentynki chodzi, tu chodzi o całokształt. Gramofonowe serduszka i jazz lecący z głośników był taką fajną scenerią, a tu… choinka. Hyh.
No widzę, że muzyczna ewolucja idzie swoim torem, czyli naprzód :) z racji instrumentu polecam opowiadania Patricka Süskinda ‘Kontrabasista’ :) Tak mi jakoś wpadło do głowy :)
walentynki są do dupy, tak poza tym :/
‘opowiadania’ – jedno, a nie kilka, ale o ile sobie przypominam, to w Polsce jest ono w zbiorze opowiadań chyba pod tym tytułem. dawno temu czytałam ;) dobra, już stąd idę, bo zaśmiecam tylko ;)
Obrodziło – masz pełną rację. Co do kotów – uwielbiam :) Co do Süskinda – moim zdaniem jeden z najlepszych współczesnych. Pomijam już ‘Pachnidło’, choć jest fenomenalne, ale jego opowiadania ‘Obsesja głębi’, albo ‘Gołąb’ są zajebiste! Nie znam autora, który by pisał bardziej trafne opowiadania. To tak jak jest z poezją – wg mnie nie ma lepszej kobiety poetki niż Silvia Plath i lepszego poety niż Wojaczek. Swoją drogą ten ostatni spoczywa chyba na Bujwida…