h1

#30. poszłem do sklepu po mleko, nie było, czy wkurwiło mnie to? nie, w ogóle nie wkurwiło.

17/02/2009

Nowy telewizor w kuchni. Większy, sprawniejszy niż poprzedni. Pierwszy raz w życiu ustawiłem samodzielnie te podstawowe siedem kanałów plus trzy czeskie, które da się w moim domu złapać. Ojciec widać, że był zachwycony świeżością i podwyższeniem standardu. Aż żartował, podśpiewywał sobie. Miło widzieć, że coś zdrowego w końcu sprawiło mu chwilę zadowolenia. Coś zdrowego, tak… “Gdyby Ci się udało, byłoby wspaniale”. Wspaniale. Strasznie dziwnie to słowo zabrzmiało, nie pamiętam, kiedy ostatni raz go użył w mojej obecności. Nie pamiętam, czy go w ogóle kiedykolwiek użył. Czasem tak niewiele potrzeba do zadowolenia.

***

Redboks. Z niemieckiego rotkasten, jak mi się wydaje – nie wiem, bo niemieckiego nie uczyłem się właściwie wcale. “Rot” po niemiecku jako kolor, ale i “rot” po angielsku, w sensie “gnicie, rozkład, psucie się, próchnienie”. Jakby nie patrzeć, Bozia przy wieży Babel zrobiła niezły galimatias.

Redboks mówi mi dobranoc, bo rzecz ma miejsce już w nocy. To cholerna zapałka, a zapałek nie daje się dzieciom do zabawy. Jakiś czas temu Lechu mi mówił: “ta zabawa nie jest dla dziewczynek” – to coś tylko dla orłów z dobrą pamięcią. Dynamit wspaniały, twardziel jakich mało. Po detonacji nie pozostaje nic w promieniu kilku metrów… Nic poza uśmiechem, który powstaje tak szybko i tak łatwo, jak szybko i łatwo powstają wąsy z mleka.

Redboks zmusza do refleksji. To urządzenie o statusie “nie-do-wyjebania”. Każdy ma swojego Redboksa – mam go ja, Ty, i Ty, ten pan pod ścianą w sweterku w serek też go ma. Człowiek bez niego jest o coś uboższy… Nie uciekniesz od podatków, od śmierci, od zimy, która co roku zaskakuje kierowców… Od Redboksa również nie uciekniesz. Rzeczy jak najbardziej namacalne, mające postać, ale również te, które są jedynie latającą energią, aurą, imponderabilia poznane na wylot.

***

Siedemnasty dzień lutego to światowy dzień kota. Jeżeli chodzi o mnie to głoszę bezwzględną supremację kotów na tym świecie. W związku z tym dziś całym swoim sercem celebruję pamięć o najwspanialszym kocie, jaki mi się w życiu przytrafił. Sto trzydzieści procent kobiety, nieufna jak cholera indywidualistka – taka była Saya, Sajka, Sajeczka. Niecałe dwa lata temu zniknęła z naszego puebla. Wybrała swoją drogę, jak na kota przystało. Cokolwiek by nie było – niech będzie jej jak najlepiej w kocim niebie, gdzie jest od cholery jej ulubionego, śmierdzącego Whiskasa z kurczakiem, śpi się gdzie chce i ile chce, no i można bezkarnie nosić w zębach wypatroszone wróble – w końcu pan nie nakrzyczy za paskudzenie w kuchni.

5 komentarzy

  1. Heh, czasem im dalej, tym lepiej, Mikołaju ;)
    Odessa, bo mam kontakty, które mogę wykorzystać. Generalnie coś mnie natchnęło na misje i z dnia na dzień poważniej do tego podchodzę. To taki zastrzyk adrenaliny, bo wiem, że nie jest tam bezpiecznie. Doszłam po prostu do wniosku, że moje życie nie może być więcej warte niż na tyle, żeby je poświęcić dla jakigoś celu. Lepszego. A wiem, że tam ludzie są potrzebni.
    Koty, koty… Ten na zdjęciu jest śliczny! Moja zerwała mi dziś firankę z okna. Romi się zwie :) Jest wspaniała, bo bezbłędnie potrafi wyczuwać nastroje i zawsze kładzie się w pobliżu bolącego miejsca.
    Generalnie uważam, że rodzina, rodzice w ogóle, to taki dziwny twór i nie zawsze jest z nią dobrze. Konflikty, scysje etc. Sama mam za sobą okreś trzyletniego nieodzywania się z mamą. Ale nie da się bez niej żyć. Nie ma to tamto :)
    O co chodzi z tym redboksem? Bo brzmi tak, jakbyś pisał o dragach ;)


  2. Niech jej w kocim życiu będzie dobrze :)


  3. o jaaa, telewizor! Te le wi zor. tiwi!


  4. Impo… co?

    Stary, szacun za to słowo. Aha, wyjaśnisz mi kiedyś, co znaczy, dobra? ;)


  5. Dobry kot nie jest zły.



Dodaj komentarz