Staram się oduczyć używania kolokwializmów i jakichś, nazwijmy to neologizmów. Notki urodzinowej tu nie było, bo w tym roku nie było po co. Kolejny rok życia wystartował, nie ma nad czym się rozwodzić, ostatnie “naście” w moim wykonaniu, a więc co z tego? To nic wielkiego, a i nie miałem nic do przekazania – po prostu stało się, szesnastego dnia marca znów stałem się starszy. Chory byłem to nie miałem natchnienia, żeby o tym pisać.
Trzeba w końcu kupić ten cholerny rower, żeby poszukać uznanej za zaginioną kondycji. Trzeba coś zrobić, żeby było cieplej, a nie takie robienie ludzi w chuja jak teraz – niby słońce, ale do tego chłód straszny, i żeby było więcej czasu, to też dopisać do listy. Trzeba wychodzić do ludzi, równocześnie konsekwentnie ograniczając relacje, tak jak dotychczas. Trzeba trzymać tyle samo miejsca w głowie co dotychczas, miejsca na myślenie o tych nielicznych ludziach, których obecności wciąż mi mało. Trzeba wciąż liczyć na łut szczęścia, bo po drodze do nieba docenią spryt, nie talent – tutaj chodzi o wpływ fuksa i wtyków. Trzeba zmobilizować się do pracy. Trzeba wiedzieć, jak się zachować, gdy stanę przed ścianą, albo na rozstaju dróg, jeszcze nie wiem.