Archiwum z kwiecień, 2009

h1

#43. You know I’m weird, I know I’m weird.

26/04/2009

Krówki i michałki.
Chodzenie po wałach.
Piwo kilkaset metrów od mostu Milenijnego oraz rozmawianie o Teraz i Kiedyś.
Wiele głupot, które wspólnie się wymyśla.
Granie w państwa-miasta.
Komentowanie urody psów, ograniczając się do słów “ładny”, “brzydki” i “śmieszny”.
Opowiadanie o robieniu sałatki.
Słuchanie Godspeed You! Black Emperor w tramwaju powrotnym.
Notoryczne spóźnianie się.
I jeszcze kilka innych rzeczy, których teraz nie pomnę.

Wydaje mi się, że coraz śmielej i coraz pełniej.
Póki co nawet nie fumkamy na taki wiosenny stan.

Depeche Mode – ‘In Chains’

h1

#42. nie kłam, że nie nakręca ciebie lans, bo nie uwierzę.

22/04/2009

Wziąłem dziś do ręki “Dziennik”, bo czasem czytam gazety – lubię wiedzieć, co się dzieje dookoła mnie. I co moje oczy widzą? Artykuł, który sprowokował mnie do spontanicznego potoku słów, nie do końca trzymając się składni i logiki. Jakiś taki rebel without a cause, właściwie nie wiadomo, po co się bulwersować. Kwilenie nad wieśniactwem.

“Pierwsza w Polsce kawiarnia Starbucks została otwarta dwa tygodnie temu, a już dorobiła się miana kultowej. Warszawski lokal jest od rana do wieczora oblężony przez młodych ludzi. “Tu wypada się pokazać. Do Starbucksa chodzi się na lans” – twierdzą zgodnie klienci i pracownicy.”

Więc ogólnie chodzi o to, że nic się nie zmieniło od czasów, kiedy sam uczyłem się w gimnazjum. Wciąż ważne jest, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Sam na początku gimnazjum miałem kompleksy na punkcie metek – z przyczyn różnych nie nosiłem markowej odzieży (zasadniczo to trzyma się do dzisiaj). Szpanowało się Adidasami z serii Super Star (moje małe obuwnicze marzenie, niespełnione po dziś dzień), spodnie Clinic i inne takie.

“15-letnia Karolina, uczennica społecznego gimnazjum na Raszyńskiej, jest na Nowym Świecie już po raz czwarty. ”Tu gromadzi się śmietanka towarzyska. Chłopak z mojej szkoły specjalnie wstał godzinę wcześniej, by przed lekcjami kupić kawę i potem polansować się na korytarzu z kubkiem w ręku” – opowiada.”

Jakie to proste: wystarczy pojawić się z takim a takim kubkiem w takim a takim miejscu, by być bliżej sex in the city. To całkiem niezła opcja, bo podobno we Wrocławiu również otworzyli Starbucksa (jeszcze nie wiem gdzie, ale obiecuję nabyć tą wiedzę jak najszybciej). Poczujmy się lepiej w tej swojej zaściankowości i chęci ordynarnego lizania wielkiego świata, fellatio wykonywane wujkowi Samowi.

“Oblężenie kawiarni przypomina gigantyczne kolejki w pierwszych w Polsce McDonaldach, jednak młodzież przesiadująca na Nowym Świecie krzywi się na takie porównanie. ”McDonald’s jest dla mas. Starbucks – dla wyższych sfer” – przekonuje Agata, 23-letnia studentka z UW.”

No teraz to już pozamiatane. Plebs jesteście, lepiej wyciułajcie kasę na dużą kawusię, bo wylecicie na towarzyski margines.

“Słucham japońskiej muzyki i wszyscy moi idole piszą na blogach, że piją kawę od Starbucksa” – dodaje Martyna.”

Ktoś jeszcze wątpi w opiniotwórczą moc ulubionych muzyków i ulubionych filmów? Wszystko sprowadza się więc do tego, że pierdolony papierowy kubek z takim, a nie innym napisem określa byt i osądza, czy jesteś fajny czy nie.

‘to plony raju, kiedyś luksusem był Maluch
kto mógłby pomyśleć, że tak będzie nazajutrz?’

Cały artykuł do przeczytania tutaj.

h1

#41. fish in the sea, you know how I feel.

17/04/2009

W sumie jest dość wcześnie. Krótkie spodnie i niebiańska bluza, do kompletu te komicznie wielkie słuchawki, po których można mnie rozpoznać z daleka. Słuchawki podłączone do telefonu, który w trybie szufli losuje dla mnie tylko najsmaczniejsze kąski z folderu o nazwie “Motörhead”. Jeżeli kiedyś zadzwoniłby do mnie OBOP i poprosił o wskazanie tylko jednego zespołu, którego muzyka ma jakieś wartości terapeutyczne, pomagające w tej mojej nieśmiałości i w przełamaniu niechęci do obcowania z ludźmi, zapewne wskazałbym Motörhead.

Wcześniej…

Znowu owijam nadgarstki rzemykami, odwracam fatum rozciątniętymi koralikami, obwieszę się różnymi pierdołami jak dawniej. Czerwone nici rozciągnięte po ulicach dużego miasta zaczynają się już przecinać – po tylu postawionych krokach miasto staje się naprawdę małe. I choć ta salwa radości dookoła, gdzie jesteśmy w centralnej części centrum, trochę mnie przeraża i pachnie mi happy endami wszystkich komedii romantycznych, jakie w życiu obejrzałem, to jest miło, i w sumie oby jak najdłużej – żeby nikt potem nie powiedział, że Miko zjebał. Twoja wytrwałość wzbudziła mój podziw, nawet trochę połechtała jakieś pokłady mojej próżności. Widzę, jak promieniejesz. Tak, jesteś niezła.

Po obrzydliwie długim L4 mama wraca do akcji. Sądzę, że nawet się za nią tam stęsknili, a ona sama dostawała już szału siedząc w domu.

Czyli jakby odjąć od tego wszystkiego fakt ciągłego użerania się z ludzką głupotą i za dużo pracy na polu edukacyjnym to tak, jest całkiem nieźle.

Muse – ‘Feeling Good’