Wziąłem dziś do ręki “Dziennik”, bo czasem czytam gazety – lubię wiedzieć, co się dzieje dookoła mnie. I co moje oczy widzą? Artykuł, który sprowokował mnie do spontanicznego potoku słów, nie do końca trzymając się składni i logiki. Jakiś taki rebel without a cause, właściwie nie wiadomo, po co się bulwersować. Kwilenie nad wieśniactwem.
“Pierwsza w Polsce kawiarnia Starbucks została otwarta dwa tygodnie temu, a już dorobiła się miana kultowej. Warszawski lokal jest od rana do wieczora oblężony przez młodych ludzi. “Tu wypada się pokazać. Do Starbucksa chodzi się na lans” – twierdzą zgodnie klienci i pracownicy.”
Więc ogólnie chodzi o to, że nic się nie zmieniło od czasów, kiedy sam uczyłem się w gimnazjum. Wciąż ważne jest, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Sam na początku gimnazjum miałem kompleksy na punkcie metek – z przyczyn różnych nie nosiłem markowej odzieży (zasadniczo to trzyma się do dzisiaj). Szpanowało się Adidasami z serii Super Star (moje małe obuwnicze marzenie, niespełnione po dziś dzień), spodnie Clinic i inne takie.
“15-letnia Karolina, uczennica społecznego gimnazjum na Raszyńskiej, jest na Nowym Świecie już po raz czwarty. ”Tu gromadzi się śmietanka towarzyska. Chłopak z mojej szkoły specjalnie wstał godzinę wcześniej, by przed lekcjami kupić kawę i potem polansować się na korytarzu z kubkiem w ręku” – opowiada.”
Jakie to proste: wystarczy pojawić się z takim a takim kubkiem w takim a takim miejscu, by być bliżej sex in the city. To całkiem niezła opcja, bo podobno we Wrocławiu również otworzyli Starbucksa (jeszcze nie wiem gdzie, ale obiecuję nabyć tą wiedzę jak najszybciej). Poczujmy się lepiej w tej swojej zaściankowości i chęci ordynarnego lizania wielkiego świata, fellatio wykonywane wujkowi Samowi.
“Oblężenie kawiarni przypomina gigantyczne kolejki w pierwszych w Polsce McDonaldach, jednak młodzież przesiadująca na Nowym Świecie krzywi się na takie porównanie. ”McDonald’s jest dla mas. Starbucks – dla wyższych sfer” – przekonuje Agata, 23-letnia studentka z UW.”
No teraz to już pozamiatane. Plebs jesteście, lepiej wyciułajcie kasę na dużą kawusię, bo wylecicie na towarzyski margines.
“Słucham japońskiej muzyki i wszyscy moi idole piszą na blogach, że piją kawę od Starbucksa” – dodaje Martyna.”
Ktoś jeszcze wątpi w opiniotwórczą moc ulubionych muzyków i ulubionych filmów? Wszystko sprowadza się więc do tego, że pierdolony papierowy kubek z takim, a nie innym napisem określa byt i osądza, czy jesteś fajny czy nie.
‘to plony raju, kiedyś luksusem był Maluch
kto mógłby pomyśleć, że tak będzie nazajutrz?’
Cały artykuł do przeczytania tutaj.