h1

#42. nie kłam, że nie nakręca ciebie lans, bo nie uwierzę.

22/04/2009

Wziąłem dziś do ręki “Dziennik”, bo czasem czytam gazety – lubię wiedzieć, co się dzieje dookoła mnie. I co moje oczy widzą? Artykuł, który sprowokował mnie do spontanicznego potoku słów, nie do końca trzymając się składni i logiki. Jakiś taki rebel without a cause, właściwie nie wiadomo, po co się bulwersować. Kwilenie nad wieśniactwem.

“Pierwsza w Polsce kawiarnia Starbucks została otwarta dwa tygodnie temu, a już dorobiła się miana kultowej. Warszawski lokal jest od rana do wieczora oblężony przez młodych ludzi. “Tu wypada się pokazać. Do Starbucksa chodzi się na lans” – twierdzą zgodnie klienci i pracownicy.”

Więc ogólnie chodzi o to, że nic się nie zmieniło od czasów, kiedy sam uczyłem się w gimnazjum. Wciąż ważne jest, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Sam na początku gimnazjum miałem kompleksy na punkcie metek – z przyczyn różnych nie nosiłem markowej odzieży (zasadniczo to trzyma się do dzisiaj). Szpanowało się Adidasami z serii Super Star (moje małe obuwnicze marzenie, niespełnione po dziś dzień), spodnie Clinic i inne takie.

“15-letnia Karolina, uczennica społecznego gimnazjum na Raszyńskiej, jest na Nowym Świecie już po raz czwarty. ”Tu gromadzi się śmietanka towarzyska. Chłopak z mojej szkoły specjalnie wstał godzinę wcześniej, by przed lekcjami kupić kawę i potem polansować się na korytarzu z kubkiem w ręku” – opowiada.”

Jakie to proste: wystarczy pojawić się z takim a takim kubkiem w takim a takim miejscu, by być bliżej sex in the city. To całkiem niezła opcja, bo podobno we Wrocławiu również otworzyli Starbucksa (jeszcze nie wiem gdzie, ale obiecuję nabyć tą wiedzę jak najszybciej). Poczujmy się lepiej w tej swojej zaściankowości i chęci ordynarnego lizania wielkiego świata, fellatio wykonywane wujkowi Samowi.

“Oblężenie kawiarni przypomina gigantyczne kolejki w pierwszych w Polsce McDonaldach, jednak młodzież przesiadująca na Nowym Świecie krzywi się na takie porównanie. ”McDonald’s jest dla mas. Starbucks – dla wyższych sfer” – przekonuje Agata, 23-letnia studentka z UW.”

No teraz to już pozamiatane. Plebs jesteście, lepiej wyciułajcie kasę na dużą kawusię, bo wylecicie na towarzyski margines.

“Słucham japońskiej muzyki i wszyscy moi idole piszą na blogach, że piją kawę od Starbucksa” – dodaje Martyna.”

Ktoś jeszcze wątpi w opiniotwórczą moc ulubionych muzyków i ulubionych filmów? Wszystko sprowadza się więc do tego, że pierdolony papierowy kubek z takim, a nie innym napisem określa byt i osądza, czy jesteś fajny czy nie.

‘to plony raju, kiedyś luksusem był Maluch
kto mógłby pomyśleć, że tak będzie nazajutrz?’

Cały artykuł do przeczytania tutaj.

8 komentarzy

  1. O kurde, jakie to żałosne.

    Miko, wpadaj obok Starbucksa na Polibudę, kawy u nas po 1,50 w automatach ;)


  2. No bo chodzi o lans i lans jest naszym obowiązkiem ;)
    już jesteśmy po “lanserskiej” rozmowie ad. Starbucks’owej kawuchy… może kiedyś się przylansujemy ;p


  3. Cóż za cięty język;)
    Nie przepraszaj za rzadkie odwiedziny, ja też ostatnio się zaniedbuję internetowo i blogowo, ale mam nadzieję, że to się wktótce zmieni :) chociaż, wiosna, słońce… aż grzech przed komputerem w domu siedzieć;)
    Co do tematu… Lans drażni, mierzi, irytuje i nic tego nie zmieni. No niby czasem trzeba się polansować, ale to zależy od środowiska. W pracy widzę dzieci, których rodzice mają full kasy i ubierają się modnie, markowo te dzieci, na wakacje jeżdżą do Meksyku, na Teneryfę, ale z tego zwiedzania dalekiego świata ograniczają się do przyhotelowego basenu, bo nad morze za daleko… Nic nie wiedzą o miejscach, w które jadą. Generalnie niewiele wiedzą, ale dziś wiedza wśród nastolatków nie jest w cenie. W ogóle. I takie dzieci, mimo że ptasiego mleka im nie brakuje, to nie mają jednego – rodziców. A w zasadzie mają, tylko rodzice zapominają, że mają dzieci i że tymi dziećmi trzeba się opiekować, wychowywać… Żadne pieniądze nie zastąpią wspólnej kolacji, wieczoru przy ciepłej herbacie, rozmowy. Ale dzieci mają konsolę, modne ciuchy, ipoda… Potem jednak to przestanie wystarczać. I co wtedy? Okaże się, że taka matka nie zna swojego dziecka, a dziecko matkę zna tylko z widzenia. A to za mało. Wyznaję zatem zasadę, że lepiej mieć mniej, ale iej być. Pzdr :)


  4. klawiatura zaszwankowała;) – mniej mieć, ale bardziej być – o tak miało być :)


  5. “bo lans jest wszystkim i wszystko jest lansem” :)
    zobaczysz, niedługo wszyscy będą latać z winiakiem w ręku – to będzie nowy symbol lansu! obiecuję rozpocząć rewolucję!


  6. No i świetnie, a ja mam kawę w domu i to w kubku z porcelitu a nie z jakiejś tam kijowej tektury ^^


  7. oł szit. całe szczęście, że ja jestem lanserką bez względu na to, jaką kawę piję


  8. Cieszę się.



Dodaj komentarz