
#54. I don’t wanna be a superhero, never really cared about society.
02/07/2009- Macie może papierosa?
- Mamy…
- Ty jesteś Mikołaj, prawda?
- Yyyy… No tak.
Nieco zaskoczony kiwam głową twierdząco, gdyż jakby nie patrzeć, ma rację, jej podejrzenia zgodne są ze stanem faktycznym. Z twarzy jej w ogóle nie kojarzę, jedni są podobni do Jennifer Aniston, inni do Dżordża Kluneja, a jeszcze inni z twarzy są podobni do nikogo. I czekam na to, aż koleżanka wymieni nazwę któregoś z zespołów, z którym miałem coś wspólnego, ale nic z tych rzeczy – ona przywaliła z zupełnie innej mańki:
- Ty masz photobloga, prawda?
- Miałem.
- Wow… Twój photoblog był jednym z najinteligentniejszych jakie czytałam… I tak niewielu ludzi interesuje się twórczością Beksińskiego…
I tak oto zaczęła się ta rozmowa. Zdarzało się być zaczepionym na ulicy z pytaniem “Ty śpiewasz w TMK, nie?”, ale tego jeszcze nie grali. Wychodzi na to, że wystarczy raz umieścić na photoblogu obraz Beksińskiego, by zostać posądzonym o bycie koneserem sztuki. Koleżanka naciera, drąży temat szeroko pojętej sztuki – przez obrazy, zaczyna pytać o filmy, kręcić nosem na moje ulubione. Mój zaskoczony (i trochę rozbawiony) kompan idzie do baru po kolejne piwo.
- Mikołaj, podoba mi się to, że piszesz wiersze… Ja sama też piszę. Znajomi potrafią rozkminiać po kilka godzin moje wiersze, oczywiście te, które mają sens, kiedyś mi to nie wychodziło, ale teraz jest lepiej. Tak niewielu facetów pisze wiersze szczerze, wiesz, próbują poderwać dziewczynę na to, że niby coś piszą. A u Ciebie widziałam autentyzm. Podobało mi się szczególnie jedno zdanie: “smakujesz mi dzisiaj wyjątkowo”. Było świetne.
Moja rozmówczyni jest pijana. Ale to nie zmienia faktu, że rozmowa idzie w dziwnym kierunku, bo zaczyna to wyglądać jak wieczór autorski z właścicielem jednego z miliarda fotoblogów, które kiedyś tam były aktywne. Wegetariańskie żarcie, wegetariańska herbata, kadzidełka z mielonych kości, autografy, świece, rozmowy o szantach, hare hare. Kolega wraca z baru.
Co ciekawe, nasza interlokutorka sprawiała wrażenie, jakby miała kompletnie wyjebanie na to, że mamy zespół i sobie coś tam nawet czasem gramy. Zawsze jest szał w stylu “oooo, naprawdę?! jak się nazywacie, co gracie?!”, a my sobie tutaj rozmawiamy na tematy egzystencjalne. Taka tam odmiana.
- Chłopaki, mam nadzieję, że Was nie nudzę… Jestem już pijana, ale nieważne. Kiedyś miałam problem z alkoholem… W ogóle ciekawa jestem, jakby to było, gdyby społeczeństwo ciągle chodziło pijane. Spójrzcie: alkohol dodaje śmiałości, ludzie są tak krępowani przez zasady, boją się odrzucenia, wyszydzenia… Z alkoholem wszystko jest prostsze!
- To błędne koło. A po alkoholu wcale nie jest prościej – przerywam jej ten pochwalny monolog – szczególnie następnego poranka.
- Nie wiem, nie miewam kaca.
- Za młoda pewnie jesteś żeby go mieć.
- A ile właściwie masz lat? – pyta kolega, będący już w połowie piwa.
- A… Nie chcecie wiedzieć. Ale znajomi mówią, że jestem wyuzdana… To znaczy tak mówili dwa lata temu, bo teraz jestem wyuzdana jeszcze bardziej.
- To ile masz lat?
- Szesnaście.
W tym momencie zaczynam panicznie się śmiać. Trzęsę się cały, leżę na łopatkach, pomocy. Koleżanka patrzy na mnie niezrozumiale, już nie widzi we mnie wspaniałego autora inteligentnych wpisów na blogu, specjalisty od smaku i metafor – teraz jestem pewnie w jej oczach prostakiem, który szydzi z jej seksapilu i libido bez dna. Cały czas moje męskie ego (tak, posiadam takowe, mimo wszystko) sugeruje, że ona chyba próbuje zawiązać jakąś dobrą znajomość z Mikołajem, który prowadzi zajebistego bloga, którego ona tak dobrze zapamiętała. To były setki linijek tekstu, w których ja widziałem pustostan umysłowy, a ona je chłonęła, układała w głowie gdzieś między Beksińskim, Lynchem a muzyką zespołu Republika, chowała je w mózgu, jak sentencje z kalendarza kuchennego, jak odpowiedzi na pytanie “jak żyć?”. Czuję pewien dyskomfort. I tak chwilowo się odłączyłem, kolega kończy piwo, rozmawia na jakiś poważny temat z koleżanką, która wyrywa mnie z zawiechy:
- A Ty Mikołaj, co o tym sądzisz? Powiedz, co o tym sądzisz. Dlaczego nic nie mówisz?
- Tak już mam.
Ktoś tu chyba myślał, że na co dzień mówię wierszem i na każdą sytuację w życiu mam adekwatny cytat. Wracam na ziemię, pytam:
- Więc o czym mam powiedzieć?
- Rozmawialiśmy o przeznaczeniu, o życiu.
- Więc wiesz… Ja wierzę w to, że nic nie dzieje się przypadkowo. Oczywiście nie mówię o takich pierdołach jak to, czy zaraz pójdę po kolejne piwo czy coś… Takie większe wydarzenia, to nie jest przypadek.
- To smutne, nie sądzisz? Że niby ktoś ma wiedzieć, co dla nas jest lepsze.
- Może trochę.
- A kochasz kogoś?
Dowaliła w stylu nieśmiertelnego “masz dziewczyne?????” z Czaterii. Nie pozostaje mi nic innego jak odpowiedzieć twierdząco, zgodnie z prawdą. Drążę temat dalej:
- I sądzę, że to też nie był przypadek. Ta cała ścieżka, którą musiała przebyć Ona, żeby teraz była ze mną…
Jest jeden zero dla mnie. Magiczne słowo-klucz “Ona” sprawiło, że tak jakby przeniosła swoją uwagę na kolegę. Poza koniecznością powiedzenia kilku słów o tej “Onej” (“jest dziewczyną, moją, mieszka we Wrocławiu, jest na wakacjach”) mam spokój do końca wieczoru, a nietrzeźwa koleżanka wypala koledze mojemu mnóstwo papierosów (już widzę, jak mu gula skacze, ale przecież rąk jej nie utnie), widzę, jak wpisuje mu do komórki swój numer telefonu, jak ledwo co sobie go przypomina, jak nie wie, jak się nazwać w jego książce telefonicznej…
—-
I widzicie, tak łatwo coś napisać, zostać posądzonym o bycie mądrzejszym niż się wydaje, ogólnie wykreować się w Internecie. Staram się być true as fuck w tym co robię, jak najbardziej prawdziwy w tym, co tutaj i na Winylu piszę, ale czasem wychodzi tak, że ludzie widzą we mnie nie wiadomo kogo.
hłe hłe, lecą na Ciebie Mikołaju niecześwe (wyuzdane!) szesnastki :D
Kurde, naprawdę ciekawe :>
Hahahaha ^^
Ja nie mam takich fanek :<:<
Zazdrosnym! A tak poważnie, to aż dziwne, że ona serio zapamiętała nawet takie określenia jak "smakujesz mi dzisiaj wyjątkowo" z jakiegoś starego fotobloga. Widocznie naprawdę widziała w Tobie poetycką duszę, a kto wie, może niedługo zaczniesz pisać recenzje na Winyl wierszem : D
doooobrze! ;) Panie Mikołaju ty się nigdy od fanek nie odpędzisz ;d;d
O nie, toś mnie teraz rozwalił…
Panie Mikołaju, ja Pana podziwiam po paru piwach! ;p
mikołaju, nie pierdol. i nie opowiadaj kłamstw o ludziach, którzy okazali zainteresowanie tak pustej osobie. pozdrawiam!!