h1

#66. nabrałem ochoty na Twoje pieszczoty, i jeszcze po pieszczotach coś potem.

18/08/2009

‘- słyszę Ań…
- ciszę Mikołaja też słychać’

W dniu wyjazdu padało. Między piątą a szóstą rano dojechałem rowerem z domu na Wrocław Główny w pół godziny, dostając po drodze z liścia od gałęzi (takie tam niegroźne, malutkie rozcięcie obok oka). Co było potem?
Potem była podróż Deutsche Bahnem, trzy godziny spędzone na starym dworcu w Węglińcu, w oczekiwaniu na kolejny pociąg. Zmokliśmy, było cholernie zimno… Był dworzec-widmo w Gryfowie Śląskim, gdzie wszystkie drzwi zamknięto na kłódkę i nie można było nawet kupić biletu powrotnego (ale centrum miasta Gryfowianie mają ładne). Było parę kilometrów do pokonania rowerem, połowa drogi z górki, ze słońcem i świetnymi widokami na Góry Izerskie.
Potem kilka dni na miejscu, z Lechem i Mocnymi na pokładzie. ‘Miko, nie wąchaj kapsli od piwa’. Rozmowy, układanie wyrazów w irytujących telegrach, Oi Sarmata, było też Disney Channel i piętnaście minut miłości po obejrzeniu kreskówy “Tarzan” – słynne letnie kakao i mniej słynna kanapka z serem. Nowe smaki, nowe, pociągające faktury pod palcami, podgwiezdne opowieści dziwnej treści o nas samych, kilka zdjęć, Gęś Rumuńska. Spadające gwiazdy pojawiały się w takich ilościach i tak szybko, że większości z nich nie wykorzystałem na życzenia. Zmartwień zbyt dużo nie odnotowano, natomiast zaobserwowano wzrost różnych cech, choćby zaufania. Spokój również wpadł na jakiś czas, trochę zapomnienia nie zaszkodziło. Hopsasa, mówię do Ciebie więcej i więcej, teraz to Ty słuchasz, nie śmieję się z Ciebie, choć Ci się tak wydaje.
Ale kiedyś trzeba było wrócić, więc znowu wsiadamy na rowery. Mimo tego, że teraz mieliśmy pod górę to przynajmniej nie zgubiliśmy się w Gryfowie, wróciliśmy prawdziwymi osobówkami PKP, nie jakimiś schludnymi dojczebanami tudzież wymuskaną koleją szynową. W sumie to lubię pociągi. Wieczorem jesteśmy we Wrocławiu – ledwo wyszedłem z dworca, a już zobaczyłem mnóstwo ludzi, mnóstwo samochodów, mnóstwo hałasu, w rowerze spadł łańcuch. Witamy na Ziemi z powrotem, czas wrócić do życia i znów obudzić się wyspanym w pustym łóżku. ‘Chyba’ dostałem nowe, kolorowe kredki.

The Seatbelts – ‘Bad Dog No Biscuits’

7 komentarzy

  1. czy Pan Mikołaj jest zadowolonym Panem Mikołajem? :) uśmiechnęłam się po przeczytaniu, notki i tak jakoś mi pozytywnie w związku z tym, że udał Wam się wyjazd :)

    no i zauważyłam brak mnie w linkach. aczkolwiek, nic nie szkodzi:)

    :*


  2. :):*


  3. trochę racji masz, że mi się układa. bo mnie się układa zawsze, z tym że raz lepiej raz gorzej :P a od Ciebie to najprawdziwszym szczęściem bije, szczęściem! :) wspomnienia o charakterze błogim- moje ulubione.


  4. Dobry wypad nie jest zły :) Szczególnie, jeśli miły.

    U Pepików genialnie, Praha piękna. Mam zdjęcia, mam. (: jak chcesz, to podrzucę linka do mojejprahy (;


  5. Pachnie tu pozytywnymi emocjami, to dobrze :)


  6. tyka!?

    ciszę Mikołaja było słychać, w zasadzie wyjazd był bardziej pozytywny niż myślałam i cieszę się, że Wam też pasowało. jeszcze pojedziemy, prawda? : )


  7. też lubię pociągi.
    lubię też fajnie spisane wspomnienia panie M.



Dodaj komentarz