“***”
Skąd bierze się tyle spokoju?
Pytam pod ciemnym niebem
Zadaję pytanie każdemu
Pomijam jedynie Ciebie
Nie mam pojęcia
Czemu czasami
Strach przyjdzie, odejdzie
Umysł mi omami
Palcem pogrozi
Na zdrowie, nie szkodzi
Ale dość już, cicho
Coś nadchodzi
Nie zliczę spóźnienia
Spojrzę w oczy
Wspomnę, jak to zwykło szeptem
kroczyć pod osłoną nocy
I smaki te wszystkie
I niebo przejrzyste
I w kuchni podłoga
Wielomiesięczna droga
Psy, koty, ulice
Najstarsze kamienice
Słów przeróżnych zgraja
To wszystko chyba uspokaja
Złość czasem radość wyplewi
I szacunek kwestionuje
Ale chcę, by jeszcze trwała
Szczupła Enigma, co fascynuje
(Wrocław, 29.09.2009)
Jakoś tak ostatnio porozumiewam się sam ze sobą przy pomocy spraw mniej lub bardziej rymowanych. Raz wychodzi lepiej, raz gorzej, nie wiedzieć skąd wzięła się taka potrzeba. I tak oto przerób mam niezły, jako że przez wrzesień napisałem pięć sztuk takich form. A sam ze sobą, bo jakoś tak wyszło.
To chyba jesień. Niezbyt apetyczne obrazowanie: to chyba ten szary chuj, monstrualny fallus przysłaniający słońce, strącający liście z drzew swoją chujozą. Penis penitatum et omnia penis, cytując Szatanię. Szybciej się ściemnia, głowa też się szybciej ściemnia i zużywa. Lenistwo wraca wtedy, kiedy potrzeba mobilizacji. Agresja wchodzi w krwiobieg wtedy, kiedy jadę autobusem, a wszystkie twarze wydają się tak brzydkie, wykrzywione w jakimś nieznanym wcześniej grymasie. Ciche dni, tak nagle z dnia na dzień, gdy wnoszę rower na przedostatnie piętro, nie wiedzieć skąd, bez lekarstw na taki stan rzeczy. Za ten oddech dałbym się pokroić, by poczuć go raz jeszcze, przysięgam. Niespodziewane atrakcje jesienne. W swoim stylu powiem “no słodkie w chuj”, tak jest…
Wszystkie pieniądze wydałbym na hektolitry dobrej kawy pitej w doborowym towarzystwie najbliższych mi osób, które zresztą spożycie tej używki mają mniejsze niż ja. I bardzo dobrze, niech one chociaż będą zdrowe, a nie że wątroba im od kawy wysiadkę zrobi, a w żołądku wyhodują się wrzody.
Frédéric Chopin – ‘Prelude In D Flat Major, Op. 28, No. 15, (“Raindrop”)’


