Archiwum z wrzesień, 2009

h1

#76. ten świat to kompilacja chwil, koegzystencja wad.

29/09/2009

“***”

Skąd bierze się tyle spokoju?
Pytam pod ciemnym niebem
Zadaję pytanie każdemu
Pomijam jedynie Ciebie

Nie mam pojęcia
Czemu czasami
Strach przyjdzie, odejdzie
Umysł mi omami

Palcem pogrozi
Na zdrowie, nie szkodzi
Ale dość już, cicho
Coś nadchodzi

Nie zliczę spóźnienia
Spojrzę w oczy
Wspomnę, jak to zwykło szeptem
kroczyć pod osłoną nocy

I smaki te wszystkie
I niebo przejrzyste
I w kuchni podłoga
Wielomiesięczna droga

Psy, koty, ulice
Najstarsze kamienice
Słów przeróżnych zgraja
To wszystko chyba uspokaja

Złość czasem radość wyplewi
I szacunek kwestionuje
Ale chcę, by jeszcze trwała
Szczupła Enigma, co fascynuje

(Wrocław, 29.09.2009)

Jakoś tak ostatnio porozumiewam się sam ze sobą przy pomocy spraw mniej lub bardziej rymowanych. Raz wychodzi lepiej, raz gorzej, nie wiedzieć skąd wzięła się taka potrzeba. I tak oto przerób mam niezły, jako że przez wrzesień napisałem pięć sztuk takich form. A sam ze sobą, bo jakoś tak wyszło.
To chyba jesień. Niezbyt apetyczne obrazowanie: to chyba ten szary chuj, monstrualny fallus przysłaniający słońce, strącający liście z drzew swoją chujozą. Penis penitatum et omnia penis, cytując Szatanię. Szybciej się ściemnia, głowa też się szybciej ściemnia i zużywa. Lenistwo wraca wtedy, kiedy potrzeba mobilizacji. Agresja wchodzi w krwiobieg wtedy, kiedy jadę autobusem, a wszystkie twarze wydają się tak brzydkie, wykrzywione w jakimś nieznanym wcześniej grymasie. Ciche dni, tak nagle z dnia na dzień, gdy wnoszę rower na przedostatnie piętro, nie wiedzieć skąd, bez lekarstw na taki stan rzeczy. Za ten oddech dałbym się pokroić, by poczuć go raz jeszcze, przysięgam. Niespodziewane atrakcje jesienne. W swoim stylu powiem “no słodkie w chuj”, tak jest…

Wszystkie pieniądze wydałbym na hektolitry dobrej kawy pitej w doborowym towarzystwie najbliższych mi osób, które zresztą spożycie tej używki mają mniejsze niż ja. I bardzo dobrze, niech one chociaż będą zdrowe, a nie że wątroba im od kawy wysiadkę zrobi, a w żołądku wyhodują się wrzody.

Frédéric Chopin – ‘Prelude In D Flat Major, Op. 28, No. 15, (“Raindrop”)’

h1

#75. I’m so tired, sheep are counting me.

27/09/2009

“Zlew #1″

Równanie do najlepszych z najgorszych
Rozrzuconych jak kolorowe ulotki na ulicy
Zaraz przyjdzie wiatr i je wymiecie

Szukać wzrokiem tak szalenie
istotnych rzeczy, słów, konturów, cieni
Wyciągać ręce, złapać co należne
Nie chwytać dnia, nie żyć chwilą

Odrzucać przeszłość
Snuć się bez celu po miejscu
Skąd przyjeżdża i odjeżdża
Śmierdząca alkoholem nadzieja

(Wrocław, 18.09.2009)

Fugazi – ‘I’m so tired’

h1

#74. osób i czynów donośnych jak jęki enerdowskich pornosów.

23/09/2009

“Światła”

Światło czerwone
Światło zielone
Proszę czekać
Na światło żółte
Jamaica Spirit

Jadę autobusem
Trzęsie mną
Ludzie nigdy nie widzieli
żeby ktoś pisał w autobusie
Jakieś pseudowierszyki

Czerwone światło
Red rot lajt
Jak wiśnia z nazwy ulicy
Na której przyszedł do mnie
ten wiersz

Zielone światło
Green grün lajt
Jak liście na drzewach
Przy ulicy z wiśnią w nazwie

Nie brniemy w nieznane
Nie przechodzimy na zielonym
Ryzykownie
Czekamy na czerwień, wylewamy żółć

(Wrocław, 19.05.2006)

Jakiś wiersz sprzed trzech lat, znaleziony przypadkiem. Strumień świadomości, w którym puenta kuleje, forma jest ciekawa, ale treść raczej mizerna.

‘Stres jest wpisany w koszta naszej pracy – towarzyszy nam zawsze. Nie może go zabraknąć, bo od braku tremy jest niedaleko do rutyny, która do niczego dobrego nie prowadzi’

Wciąż wprowadzany jest jakiś element rywalizacji – niewielkie pierwiastki, bo wciąż masz coś do udowodnienia, ta napinka idzie za rękę z wyżej opisanym stresem. Lewa, prawa, wyrównaj, źle, jeszcze raz, tylko spokojnie. Mam łeb do teorii, zagram czysto, a Ty ciągle pieprzysz się z tym “e”. Innym razem nie rywalizujesz z nikim, bo nie ma zbytnio z kim – wyrównuje się do najlepszych z najgorszych, a Twoje położenie jest całkiem dobre bo masz plecy i jedziesz na dobrej opinii przez cały rok. Rozwijanie skrzydeł we własnym zakresie. Presja – Wy macie łatwiej, bo macie Mikołaja. Mikołaj, powiedz nam, co tutaj trzeba wpisać – oni nie wiedzą, a Ty jak zwykle wiesz. Miko, Miko to nasz as, nie zawiedzie żadnej z nas. Presja.

Muse – ‘I belong to You’