
#81. zabawny sen, znów ktoś mi nasrał na grób. nie szkodzi, ważne że jesteśmy młodzi.
12/10/2009‘- Prawdziwy bohater powinien być samotny.
Tak powiedziała ta pani, wstała i wyszła. [...] Ale nie dlatego poszła, że się pokłócili. Nie kłócili się nigdy [...]‘
[Marcin Świetlicki - 'Dwanaście']
Położyłem laskę na fakt, że ta sama koszulka pojawiła się w dniu początku i dniu potencjalnego końca. Raz już tak było i ów nieszczęsnego tiszerta już nie noszę. Jednak uznawszy, że tak naprawdę będzie co ma być pojechałem do miasta, gniotąc w sobie zabobony na miazgę. I co?
Żyję, nie robię złych rzeczy, nie sprawiam zbyt wielu przykrości innym… A i tak wszystko jest chuja warte, buduję się ciągle na nowo tylko po to, by wszystko rozwaliło się w ułamku sekundy. Spontaniczne wypalenie uczucia, tak z dnia na dzień. Nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo po co, niesie się na sztandarach hasła “nie wiem” i “jak Ci się zachce”. Może innym razem, może uzna się kiedyś, że jednak warto – wszak dwa lata uganiania się nie mogą pójść na marne, a pół roku zostaje w głowie jako jeden z lepszych okresów życia mojego czy Twojego. Zawieszenie – to głupie słowo gdy ma się mówić o działalności związkowej jako takiej, ale może jednak nie aż tak głupie? Przytulaj się, niech będę podręczny, jakoś tak mi lżej – nawet jeśli wiąże się z tym, że ciężko wydusić z siebie pieprzone trzy dźwięki stojąc na scenie, kiedy raptem okazuje się, że przypadkowe ułożenie setlisty składa się na jakiś koncept, błyszczący gdzieś między panegirykami na cześć rozczarowania i zmęczenia. Nawet jeśli jest to niestosowne, ale powiedzmy sobie szczerze – inni palą różne świństwa, łykają Acodin i Tussipect, popijają to Red Bullem, bawią się dziewczynami, byle tylko rżnąć że tak to ujmę… Ogólnie znani i kochani alkoholicy wykręcają kurewstwa, więc to moje widzimisię wcale nie jest aż takim faux pas.
Widocznie nie jest mi radocha pisana, jakoś tak zabawniej wygląda Mikołaj wciąż plączący się w powtarzalnym ciągu, wymijający się z tym czy owym, co to jego imię zaczyna się na “S”. Moje imię ma w sobie zwycięstwo, ale widzę, że nie zawsze imię kieruje człowiekiem. Zdecydowanie większy ubaw jest, gdy wszyscy robią “ha ha ha”, “hi hi hi” na widok kolejnego przerwanego jak hejnał mariacki etapu. A teraz przenosimy się do studia.
Dwa koncerty w ciągu jednego weekendu. Mógłbym tak częściej, choć jest to dość męczące – braki w śnie, ubrania przesiąknięte zapachem papierosów, alkohol “w granicach rozsądku” (jak to usłyszałem od barmana przed koncertem w Oleśnicy), oszczędzanie na jedzeniu (suche bułki i pasztet drobiowy to podstawa), zawalony sprzętem Fiat Punto z narysowanym na kurzu penisem, dwadzieścia złotych na głowę za koncert, granie na wyczucie z szemranymi odsłuchami… A jednak się chce.
powiem Ci coś, co wczoraj zaobserwowałam. miałam to w sumie zrobić wczoraj, ale nie było okazji. nie dla pocieszenia, czy czego tam, tak króciutko, bo wolę komentować notki prywatnie, jak to od dwóch lat robię – koncert wpisuję na miejsce pierwsze z taaaką przepaścią w porównaniu do poprzednich. tylko za Twoją sprawą.
: *
“nie cofniesz kijem Wisły” , taki dobrze obsuszony suchar, tyle. A więcej to już gadaliśmy.
I to wszystko bo jest jesień i w ogóle jest burdel…
cóż by tu powiedzieć/napisać. no dzieje się czasem właśnie tak. najgorsze jest to, że momentami człowiek nie ma nawet wpływu sam na siebie.
ludzie się zchodzą i rozchodzą. takie życie. czasem trudno to ogarnąć, ale trzeba, no nie?
Kocham ten kawałek ATD-I.
Powiało jakby chłodem trochę, może wpływ jesieni – szczerze mówiąc niewiele zrozumiałam z tej notki… ;)
znajdę czas, znajdę – obiecuję to sobie uparcie od zeszłego tygodnia :)
wiesz, czasem jak tak tu wejdę to sama się do siebie uśmiecham, nieraz aż tak jest podobnie.
“Świat jak był zostanie
Zły”
i w zasadzie tylko ta piosenka mi teraz na myśl przychodzi…