Im więcej planuję, tym mniej mi wychodzi. Mija kolejny tydzień, a mi praktycznie nic w tym tygodniu się nie udało. Więcej roboty, mniej powodzeń. Jakie z tego wnioski? Albo jestem stworzony do obijania się, albo lepiej się nie wychylać i dryfując spokojnie dotrzeć do końca z opinią lenia. Albo najprościej w świecie przeznaczona jest mi rola idioty.
Ludzie zadają pytania, przemycają w swoich słowach podejrzenia i sugestie. Wciąż pytają o to samo, a ja wciąż zaprzeczam. Bo zaprzeczenie wydaje mi się najbardziej racjonalne, chociaż gdybym się mylił to też nie byłoby tragedii – mógłbym przez chwilę być prostakiem, chamem karmiącym swoje ego, wykorzystującym sytuację do własnych prób odmiany rzeczywistości. Mikołaju, pamiętaj – jeżeli zamieszanie to tylko w słusznej sprawie. Ale jak już wspomniałem, nie widzę tego, co widzą inni. Niech widzą co chcą – ja nie pierwszy raz widzę inaczej.
‘to żadne voo doo
to żaden tam wieczór cudów
to nie są jesienne dziady
to jest brak’


