Archiwum kategorii ‘o sobie’

h1

#90. może polubi mnie, może coś w tym jednak jest.

09/11/2009

‘penetrując własne ja
napotkałem dziwną myśl
co poronić nie da się
chociaż cisnę ile sił’

W sumie nie wiem skąd się to bierze, że jak układam jakiś tekst to znowu pojawia się w nim pewna namiastka Tego Trójkątnego Oka. Jak nie kolęda to co innego, wyznanie potrzeby. Chyba trochę jak w tym przysłowiu które sugeruje, że człowiek w stanie zagrożenia wzywa Tego Gościa z Naprawdę Wyższych Sfer. A ja nie wiem co to ma niby znaczyć, ale jakoś podświadomie przychodzi to do mnie. Prześladuje mnie.

Od jakiegoś czasu piszę utwór, który ma spore szanse zostać najbardziej pesymistycznym numerem, jaki kiedykolwiek wyszedł spod moich rąk. Warstwa dźwiękowa na ukończeniu, warstwa słowna powoli wyłania się ze skojarzeń spisywanych bez ładu i składu na kartce. Nie mogę się doczekać ukończenia (jak mi się uda), chciałbym kiedyś się nim podzielić.

I częściej już zasypiam na lewym boku, nie na prawym jak kiedyś. Chociaż nie wiem, jak już padnę to nie jest ważne, w jakiej pozycji zasnę. Nawet opowieści o trudnym wyborze boku do spania nie są ważne. Z mózgu zrobił mi się kisiel. Wyrzuty sumienia miewam, zazdrosny bywam. Takie rozchujenie jaźni, jak to kiedyś Taka Jedna powiedziała.

‘każdy jeden atom siebie
poukładać chcę’

Ocean – ‘Chcę rozsadzić się’

h1

#89. papieros za papierosem i moja głowa w pralce.

06/11/2009

Raz robiło się ciepło, raz wiało, raz kropił deszcz. A kiedy było po wszystkim wyszło słońce. Chłonąłem je jakbym przeprowadzał fotosyntezę, szedłem przed siebie, pewny swojego, z muzyką na uszach i fraszką w głowie, gdyż jedynie taka forma odpowiadała sytuacji. Aż do głowy wprost z piosenki zawitał ten wers:

‘and when you lose control…’

To było coś, czego za żadne skarby nie chciałem wpuścić do łba.

Prócz tradycyjnego już smaku porażki w ustach czuję coś jeszcze. To wiatr, który niesie zapach niesprecyzowany. Pochodzenie zapachu znam, lecz jego istnienie można łatwo zakwestionować. Pewnie jest to wymysł mojego mózgu, tak na poprawę humoru. Trudno powiedzieć coś o czymś opartym jedynie na podejrzeniach. Ale to jest nieważne, mam inne rzeczy na głowie. Nie mogę już ze sobą wytrzymać, odliczam dni, czekam, zadaję różne pytania, różne pozornie (albo i realnie) głupie rzeczy, generalnie to nic nowego.

Ocean – ‘Pytania’

h1

#88. aż w końcu nadchodzi ten dzień kiedy trzeba urwać sobie głowę.

04/11/2009

Energia romantyczna przeradza się w energię szaleńczą, obłąkaną… Nie wiem co ze sobą zrobić, nie wiem czym jestem tak zmęczony. Bloga zamieniłem w miejsce, w którym prowadzę dialog między mną a mną. Kacper w sumie nie ma tu nic do powiedzenia – wciąż próbuję o nim opowiedzieć, jednak jest na tyle ulotny, że nie potrafię nic skonstruować. Może Wam się to wszystko nie podobać, może ktoś życzy sobie notki zabawne… W sumie takie dostaje – śmiechu co nie miara.
Czasem jadąc autobusem układam historie współpasażerów. Układam je po swojemu, wpisuję je w cykl myśli postrzelonych, takich właśnie przeistoczeń. Nie jest to co prawda heroiczna przemiana bohatera romantycznego, bo wcale nikt nie powiedział, że zmieniam się na lepsze. Co poza tym? Dwa dni diety opartej na lekach przeciwbólowych. Dwie kapsułki Ketonalu przed snem to sposób na wieczór slow-motion oraz poranek z odruchami wymiotnymi i żołądkiem wykręconym jak mokra szmata. Jeden ketonal plus trzy tabletki Apapu ukazały ciemność za mgłą, kiedy już zgasiłem światło i przykryłem się kołdrą. Ale kosmiczny ból szóstki ustał.

Kobong – ‘Taka Tuka’