Archiwum kategorii ‘potwory spod łóżka’

h1

#77. papieroch sterczy z ust jak jezusowy gwóźdź.

02/10/2009

Kolejny poranek. Szósta rano, a ja leżę w pozycji embrionalnej. W radiu tradycyjnie poranna papka, gówno bez większego przekazu. Powoli robi się jasno, powoli tracę temperaturę ciała, powoli łzy cisną się do oczu i spływają kącikami oczu, po policzkach na poduszkę. Dzień dobry Wrocławiu.
I chwilowo nie widzę sojusznika, ni ćwierć, kurwa jego mać, ukojenia. Bo któż by sobie poradził z tym lepiej niż ja sam? Może wyjdę z tego cało i przekuję to w sukces, albo może gdzieś po drodze złamię sobie kark w imię wszystkich mieszkańców urojonych miast, znudzonych rozmowami z samym sobą. Ludzi z fatalnymi zębami i krzywym zgryzem. Jestem na właściwej drodze, póki nikt nie wrzuci na plecy kolejnego bagażu, bo wtedy zmieniam kurs – mam takie rozwidlenie dróg i spod tego tobołka wielkiego nie widzę, czy pójść na lewo, czy może na prawo. Chociaż to się czasem zmienia – lewe z reguły oznacza coś gorszego, ale niekoniecznie. I odwrotnie.
Jak mniemam to taka słabość chwilowa. Odgrażam się, że osiwieję, ale to i tak się nie uda. Chociaż w sumie nie miałbym nic przeciwko.

‘if I could fall into you
I’d let you swallow me
so I could see you from the inside’

Lech Janerka – ‘Wstaję’

h1

#68. wszyscy zostaniemy rozdzieleni niczym sterta liści rozwiana przez wiatr.

28/08/2009

Mam kilkadziesiąt rozpoczętych utworów: pierwszy takt, drugi, trzeci… Chwilę później koniec, pomysł napotyka ścianę, wyłączam odpowiednie oprogramowanie i zajmuję się czymś innym. Piosenka miała urywać słuchaczowi dupę, ale póki co urywa się sama w sobie i w chwili obecnej jest to marny szkic szkicu, który nadaje się co najwyżej do niezobowiązującego pokazania kolegom.
Po pierwszych dniach użytkowania Facebooka (bo w akcie desperacji i z nudów/ciekawości założyłem sobie tam konto) czuję się odmóżdżony. Chyba wolę Eurogąbki.
Równie dziwnie poczułem się przychodząc pod bramę sąsiada, gdzie spore zgromadzenie znanych mi osób sączyło spokojnie piwo… Koniec końców zebrała się dość duża grupa kolegów z ulicy. Ulicy, na której za małolata kopaliśmy piłkę, jeździliśmy na rowerach, hulajnogach, deskorolkach, a teraz żłopaliśmy razem browary, kopciliśmy szlugi i używaliśmy wyrazów wulgarnych i plugawych. Sąsiad lada moment się żeni, ktoś inny ma na pieńku z dawnym dobrym kumplem… Typowe osiedlowe perypetie – czasem ktoś komuś da po mordzie, mimo że kiedyś po jednej stronie barykady siali postrach na dzielnicy.
Mniej lub bardziej świadomie czekam na przyjście jesieni. Tak, wiem, że to podobno chujowa pora roku, że zimno, mało słońca i niewiele się udaje, ale… Myślę, że z odpowiednim nastawieniem, odpowiednimi ludźmi jesień nie jest taka zła. Ja na przykład bardzo ją lubię. Na pewno bardziej niż te wszystkie fale upałów, jakie miałem nieprzyjemność w swoim życiu przejść.
Generalnie spora część poczucia własnej wartości poszła się chędożyć. A to wszystko dlatego, że nudny jestem, potrafię wymienić jednym tchem postacie ode mnie ciekawsze, które na pewno potrafią zwojować serca o wiele bardziej (nonsens!). Właściwie kocham Wrocław, to fajne miasto, ale jeżeli chodzi o mityczny i ostatnio modny Wroclove to niekoniecznie. Samoocena opadła, przykre.
Ciężko żyć wśród ludzi niekoniecznie ode mnie mądrzejszych, ale na pewno lepiej radzących sobie wśród innych. Nie lubię tego strasznie, ale ciągle wymyślam sobie kolejne argumenty przemawiające za moją teorią. Myślę, że z wiekiem zamiast normalnieć dziwaczeję i kiedyś naprawdę skończę marnie. Niezdrowe jak cholera.

A do tego dobrze się siedzi i bełkocze:
Daft Punk – ‘Voyager’

h1

#62. jedynie support, nędzny akord.

31/07/2009

Literka “P” jak “pierdolnięty”. Pierdolnięty miks złości i troski. Wieczór jakiś taki lewy, powietrze jakieś takie ciężkie się dziś wydaje, co jest?

Lipiec zleciał na intensywnych rozważaniach na temat własnej roli w świecie i jego poszczególnych aspektach. Wnioski takie jak zwykle.