Archiwum kategorii ‘wspomnienia’

h1

#92. necro is the velcro on the charred appendage.

15/11/2009

Patrzę przez okno, a tam ku mojemu zdziwieniu złota, polska jesień. Zachciało mi się przejścia pieszo całej ulicy Powstańców Śląskich, zajść nawet dalej, tak jak to drzewiej bywało. Długi, przyjemny spacer, jednak nie samotny. Znowu napchałbym Ci głowę pierdołami o dawnym i obecnym Wrocławiu, znowu dałbym się poznać. A potem mi się przypomniało, że aktualnie nie mamy czasu. Nie weszliśmy jeszcze na poziom, który pozwoliłby na prawidłową konsumpcję takiej chwili. No i już nic nie będzie takie samo, nie będzie żadnego deżawi, tylko lekka modyfikacja. Cóż za barwna relacja, nie zaprzeczysz.

Ale kiedyś pójdziemy, bo przecież jeszcze nie stworzyłem obiecanej dawno temu trasy ’srogiego spaceru’.

At the Drive-In – ‘Chanbara’

h1

#82. a shelter from pigs on the wing.

17/10/2009


‘i tak sobie teraz myślę, że
chyba jeszcze nie zatracił się cel
nie jest ważne, kto tu ma rację
bo zajmujemy tę samą stację’

Read the rest of this entry ?

h1

#68. wszyscy zostaniemy rozdzieleni niczym sterta liści rozwiana przez wiatr.

28/08/2009

Mam kilkadziesiąt rozpoczętych utworów: pierwszy takt, drugi, trzeci… Chwilę później koniec, pomysł napotyka ścianę, wyłączam odpowiednie oprogramowanie i zajmuję się czymś innym. Piosenka miała urywać słuchaczowi dupę, ale póki co urywa się sama w sobie i w chwili obecnej jest to marny szkic szkicu, który nadaje się co najwyżej do niezobowiązującego pokazania kolegom.
Po pierwszych dniach użytkowania Facebooka (bo w akcie desperacji i z nudów/ciekawości założyłem sobie tam konto) czuję się odmóżdżony. Chyba wolę Eurogąbki.
Równie dziwnie poczułem się przychodząc pod bramę sąsiada, gdzie spore zgromadzenie znanych mi osób sączyło spokojnie piwo… Koniec końców zebrała się dość duża grupa kolegów z ulicy. Ulicy, na której za małolata kopaliśmy piłkę, jeździliśmy na rowerach, hulajnogach, deskorolkach, a teraz żłopaliśmy razem browary, kopciliśmy szlugi i używaliśmy wyrazów wulgarnych i plugawych. Sąsiad lada moment się żeni, ktoś inny ma na pieńku z dawnym dobrym kumplem… Typowe osiedlowe perypetie – czasem ktoś komuś da po mordzie, mimo że kiedyś po jednej stronie barykady siali postrach na dzielnicy.
Mniej lub bardziej świadomie czekam na przyjście jesieni. Tak, wiem, że to podobno chujowa pora roku, że zimno, mało słońca i niewiele się udaje, ale… Myślę, że z odpowiednim nastawieniem, odpowiednimi ludźmi jesień nie jest taka zła. Ja na przykład bardzo ją lubię. Na pewno bardziej niż te wszystkie fale upałów, jakie miałem nieprzyjemność w swoim życiu przejść.
Generalnie spora część poczucia własnej wartości poszła się chędożyć. A to wszystko dlatego, że nudny jestem, potrafię wymienić jednym tchem postacie ode mnie ciekawsze, które na pewno potrafią zwojować serca o wiele bardziej (nonsens!). Właściwie kocham Wrocław, to fajne miasto, ale jeżeli chodzi o mityczny i ostatnio modny Wroclove to niekoniecznie. Samoocena opadła, przykre.
Ciężko żyć wśród ludzi niekoniecznie ode mnie mądrzejszych, ale na pewno lepiej radzących sobie wśród innych. Nie lubię tego strasznie, ale ciągle wymyślam sobie kolejne argumenty przemawiające za moją teorią. Myślę, że z wiekiem zamiast normalnieć dziwaczeję i kiedyś naprawdę skończę marnie. Niezdrowe jak cholera.

A do tego dobrze się siedzi i bełkocze:
Daft Punk – ‘Voyager’